Plan był jasny – skoro w głównym katalogu systemowym miejsca mi zbrakło, zachciało mi się przenieść kilka katalogów na inne partycje, i przejść później na najnowszą wersję Debiana Lenny. Proste prawda? Jasne. Jednak w piątkowy wieczór coś mnie podkusiło i odwróciłem kolejność…
W efekcie przeprowadziłem aktualizację dystrybucji i… poszedłem spać, gdyż do ściągnięcia było około półtora gigabajta danych. Rano zadowolony, że aktualizacja się przeprowadza, gdyż przywitała mnie informacja z pytaniem czy zachować istniejącą konfigurację jakiegoś pakietu, czy też nadpisać ją nową. A że pakiet ten to Xorg, w którym miałem ładnie dzielony ekran na komputer i telewizor, postanowiłem zachować aktualne ustawienia. Dalej potoczyło się koszmarnie. Najpierw okazało się, że Locales jest niezdefiniowany, przez co, co pewien czas, pojawiała się informacja o tym, a następnie nastąpiło całkowite zatrzymanie aktualizacji. Sprawdziłem miejsce na dysku i uznałem, że może to być spowodowane brakiem miejsca. W efekcie postanowiłem powrócić do pierwotnego planu o odzyskaniu miejsca na dysku…
Uruchomiłem K3B z zamiarem skopiowania danych ze starej partycji, z której rzadko już korzystałem i… przywitał mnie komunikat o złym ustawieniu lokalizacji (ANSI coś tam), i że najprawdopodobniej wybrane zostało to przez przypadek, bo raczej stosowane nie jest. Cóż. Czas naglił, bo musiałem być o 9:30 w firmie i kontynuować instalację Samby z kontrolerem domeny na Debianie. Postanowiłem dokonać reanimacji systemu po powrocie.
Wróciłem około 20 i od razu przystąpiłem do ratowania mojego systemu, gdyż w tygodniu nie byłoby mi to dane (wychodze skoro świt, a wracam późnym wieczorem i czasu na to nie miałbym w ogóle) i pozostałbym bez komputera przez tydzień.
Wykonałem zatem:
dpkg --configure locales
Ustawiając lokalizację na polską, ponownie uruchomiłem K3B i… tym razem wszystko było prawidłowo. Wybrałem dane, które zamierzałem zachować i zadowolony, że wszystko ładnie się nagrywa poszedłem zapalić. Po powrocie okazało się jednak, że sytem się zawiesił. Tragedia. Częsciowo zaktualizowany system do Lenny’ego, a częsciowo będący Etch‘em… A przecież chciałem uniknąć restartu komputera dopóki nie przeprowadzę całkowitej aktualizacji. Co jeśli się nie podniesie? Instalacja od nowa… To mnie przeraziło. Ale… po ponownym uruchomieniu system się podniósł, co prawda GDM się wykrzaczył, ale posiada awaryjną możliwość logowania, która w tym wypadku zadziałała prawidłowo. System wstał…
apt-get -f install
Miał dokończyć dzieła, ale… nie dokończył. Należało zwiększyć Cache APT‘a, co też uczyniłem ustawiając go na 12MB. Ponowna naprawa instalacji i… tym razem poszło.
Trwało to dość długo, ale system został zaktualizowany. Pozostało ściągnięcie jakiejś wersji Live Linuksa, abym później mógł spokojnie pousuwać katalogi z głównego systemu, które wcześniej poprzenosić zamierzałem na inne partycje. Zatem:
- Skopiowałem dane z partycji, która miała być dzielona na dwie części, które – odpowiednio – miały być montowane jako /usr i /lib
- Zainstalowałem gparted celem sformatowania tejże partycji z FAT na EXF3 i podzielenia jej na dwie
- Podczas pobierania wersji Live oglądałem sobie mecz Polaków z Portugalczykami
- Wypalenia płyty z wersją Live (wybór padł na Ubuntu – gdyż jest to system oparty o Debiana)
- Przeniesienia katalogów /usr i /lib na nowo utworzone partycje (a skoro kopiowanie trwało dość długo, poszedłem spać…)
Rano dokończyłem modyfikację systemu. Skoro się podnosił, oznaczało to, że jest szansa na całkowitą reaktywację. Nie pozostało nic innego jak przetestowanie wersji Live Ubuntu (z niej właśnie teraz piszę). Przyznać muszę, że jestem… miło zaskoczony. Pamiętając co oferowały podobne systemy typu Aurox czy Knoppix (który i tak przewyższał Auroxa o głowę), Ubuntu prezentuje się dość okazale. Poza tym jest to dystrybucja oparta na Debianie, zatem jest banalnie prosta jeśli chodzi o aktualizację i zarządzanie, a także samą konfigurację. Może tylko Gnome mi nigdy nie podchodził, a tutaj jest to domyślny system okienkowy (ale zawsze można dociągnąć sobie Kubuntu).
Teraz czeka mnie już tylko pousuwanie katalogów z głównego systemu celem zwiększenia miejsca i instalacja sterowników NVidii pod nowe jajko i… oczekiwanie na końcowy efekt.
A w pracy problemy z Sambą okazywały się dość spore, w efekcie skończyliśmy na tym, że każdy komputer, wyposażony w WindowsXP, logował się do domeny jako root, zamiast danego użytkownika, gdyż występowały problemy albo z prawami dostępu, albo z niewłaściwą nazwą użytkownika. Dzisiaj ten problem mieli już rozwiązać beze mnie, podobnie jak mieli się zająć przeniesieniem poczty z Outlooka Express, trzymaną na serwerze, na swoje komputery do Thunderbird’a.
A ja na spokojnie mogę zająć się moim własnym komputerem…
P.S.
Już wiem, że niestety katalogu /lib nie można umieszczać na innej partycji poza systemową… Straciłem trochę czasu, ale system udało się zaktualizować i uruchomić prawidłowo…


