Dziwnie zachowują się nasi politycy potępiający atak Rosji na Gruzję, ciekawe dlaczego nie reagowali w ten sam sposób przed atakiem na Irak jakiego dopuściły się siły „aliantów”? Dlaczego wtedy nie broniono Iraku, a wspierano agresję? Wszak w jednej i drugiej wojnie chodziło o to samo – zaprowadzenie pokoju siłą… Widocznie jednym wolno – drugim nie… Swoją drogą, ciekawe kto dał (i komu?) prawo do decydowania o tym, która wojna jest dobra i słuszna, a która nie?
Kiedy 20 marca 2003 rozpoczęła się II Wojna w Zatoce Perskiej, nasi cudowni politycy zapewniali, że to słuszne i jedyne wyjście, i trzeba koniecznie brać udział w tej wojnie. Na terenach Iraku miały się znajdować składy broni biologicznej, które chował przed światem Saddam H. Po pięciu latach nie ma wątpliwości, że był to jedynie fikcyjny pretekst wywołania akcji zbrojnej przeciwko niepodległemu państwu. Prawdziwym powodem były złoża ropy znajdujące się na terenie Iraku, o które w głównej mierze chodziło Stanom Zjednoczonym i krwiożerczemu Bushowi.
Aktualnie trwają działania wojenne na terenie Gruzji prowadzone między armią rosyjską, a gruzińską. Tym razem powodem był atak armii gruzińskiej na stolicę Osetii, a przy okazji na stacjonujące na tym terenie pokojowe siły rosyjskie. W odwecie Rosjanie zaatakowali wszystko co napotykali na swojej drodze. Co robią nasi politycy? Potępiają atak Rosjan na Gruzję i nawołują do zaprzestania agresji. Wychodzi zatem, że kiedy Amerykanie zaatakują kogo im się spodoba, wtedy jest wszystko w jak najlepszym porządku. Kiedy natomiast podobnie zachowają się Rosjanie, wtedy jest to bezpodstawna i bezcelowa agresja. Mentalność Kalego.
Zamiast szczekać, a nawet ujadać, nasi politycy powinni nauczyć się zachowywać dystans do wydarzeń zbrojnych, jakie co pewien czas wstrząsają światem. Dziwne, że najgłośniej ujadają na naszego sąsiada, a ogonkami machają kiedy pojawia się ich pan i władca – Ameryka. I chuj, że Amerykanie wcale nie walczą o pokój i sprawiedliwość na świecie, a w głównej mierze walczą o swoje wpływy (głównie na Bliskim Wschodzie), lub wspierają interesy bratniego Izraela, dla naszych polityków jest to niezauważalne, wręcz coś takiego jest nie do wyobrażenia. Ale takie są fakty i taka jest prawda.
Żałosne są też demonstracje przed ambasadami Gruzji i Rosji, wszelakiej maści „obrońców pokoju”, w pierwszym przypadku dodają otuchy ambasadorowi Gruzji (mimo iż to oni sprokurowali działania wojenne), w drugim – wyzywają od najgorszych agresora, który wziął odwet za atak na swoich obywateli. Na terytorium Osetii Południowej znajdowały się organizacje separatystyczne – terrorystyczne, i to przez atak Gruzji na Cchinwali (stolicę Osetii) doszło do wybuchu konfliktu. Gdyby zechcieli rozwiązać problem Osetii w inny sposób, nie byłoby tego całego zamieszania, tymczasem zbombardowali i zaatakowali stolicę Osetii, a przy okazji zaatakowali jednostki stacjonujących tam wojsk rosyjskich i to w chwili rozpoczęcia Igrzysk Olimpijskich…
To też jest znamienny fakt, aby stanąć tym razem po stronie Rosji. Komu jak komu, ale Rosjanom z pewnością nie zależałoby na tym, aby przyćmić potęgę Chin, którą prezentowała podczas ceremonii otwarcia IO. Tego dnia miało to być wydarzenie numer jeden – świat miał zobaczyć jak wielkie są Chiny. Stało się inaczej. Ważniejsi i potężniejsi od Chin zapragnęli być Gruzini… Szkoda tylko, że nie uszanowali odwiecznej tradycji wstrzymania działań wojennych na czas Igrzysk…
Od pewnego czasu nasi politycy dziwnie zachowują się w stosunkach gruzińskich. Ktoś niezorientowany mógłby dojść do wniosku, że co najmniej połowa przedsiębiorstw, ziemi znajdujących się na terenie Gruzji należy do naszych rodaków. Czemu tak zależy nam na dobrych stosunkach z tym państwem? Przez jego terytorium przechodzą gazo i ropociągi, nad którymi kontrolę chciałaby mieć także Rosja. Jeśli powiemy coś złego na Gruzję, potępimy ich za nierozwiązanie sprawy z Południową Osetią (która sama siebie ogłosiła niepodległym państwem, a którego żaden kraj na świecie nie uznał, i które to terytorium nota bene wchodzi w skład Republiki Gruzińskiej, mimo iż większość mieszkańców tego regionu stanowią obywatele rosyjscy), mogłoby się okazać, że podpadliśmy nie tylko Gruzji ale i… Ameryce. No i proszę… Nie tylko Rosji zależy na tym, aby mieć kontrolę nad ropodajnymi terytoriami gruzińskimi. Różnica polega jednak na tym, że o ile Amerykanie (podobnie jak cały świat, z Polską włącznie) liczyli, że problem Osetii rozwiąże się sam. Rosjanie ostrzegali wielokrotnie, że Gruzini mogą być sprawcami konfliktu zbrojnego…
I kto tym razem miał rację?
Ciężko byłoby uderzyć się w pierś naszym politykom (mediom) i przyznać rację Rosji. Od roku 1989 (a nawet wcześniej, choć ciszej) widzimy w nich samo-zło. Ameryka z kolei dla nas to samo-dobro. A to jest ten trzeci rodzaj prawdy…
Zamiast lizać dupę Ameryce, ujadać na najsilniejszego sąsiada jakiego mamy i wpierdalać się we wszystkie sprawy na całym świecie, na które wpływu nie mamy i które obchodzą nas tyle, co nic, powinni (politycy nasi cudni) wziąć na wstrzymanie i zająć się sprawami na naszym własnym podwórku. Nie zdziwiłbym się, gdyby za jakieś 10-20 lat na Śląsku pojawili się nasi rodzimi separatyści-terroryści, którzy w akcjach zbrojnych wymierzonych przeciwko Państwu Polskiemu domagać się będą uznania niepodległości Śląska. I ciekawe tylko jak wtedy zareagują nasi politycy? Oczywiście będą współczuć wysyłając ledwo-latające F16 na Katowice i ze dwa czołgi, które nie wiadomo czy dojadą nie gubiąc gąsienic, a i ze strzelaniem mogłoby być ciężko wszak z amunicją u nas też krucho. A jeśli już miałoby dojść do wybuchu powstania na Śląsku to proponowałbym zacząć taki atak 3. maja lub 15. sierpnia wszak wtedy wszystkie nasze siły zbrojne (sprawne) znajdują się w stolicy na uroczystościach, inne stoją rozklekotane lub porozkręcane na drobne części, które trzeba było wysłać do Warszawy, bo jeszcze coś się popsuje…
Każda wojna jest tragedią dla zwykłych, szarych ludzi i to nie podlega dyskusji. Jednak atak Rosji na Gruzję ma jeden plus. Jest szansa wprowadzenia pokoju w tym regionie na dłuższy czas, bo ani NATO z Ameryką na czele, ani sama Gruzja jakoś nie byli w stanie tego zrobić.
Dobrze, że nasi politycy mają możliwość odwrócenia uwagi opinii publicznej od spraw na własnym podwórku… Autostrady? Stadiony? Podwyżki płac dla nauczycieli? Lenistwo i opieszałość rządu? I gdzie do kurwy nędzy ta Irlandia? Czy ona się wpierdala do Iraku, do Gruzji?…
Kurwa… Ja pierdolę…


