Wiele wskazuje na to, że w naszej cudnej Ekstraklasie trofea zostały już porozdzielane. I tak Śląsk wygrał puchar sponsorowany przez… swojego sponsora – Polsat, Lech (najprawdopodobniej) sięgnie po puchar swojego sponsora – Remes… Pozostaje najważniejsze pytanie o najważniejsze trofeum. Kto będzie Mistrzem Polski AD 2009?
Powinienem powiedzieć (napisać), że Legia, jednak… obserwując ich ostatnie poczynania na boisku – śmiem w to wątpić. Są najgorzej i najbrzydziej grającą drużyną z czołówki, ze środka, a nawet z dolnych rejonów tabeli. Nawet piłkarze Lechii Gdańsk prezentują większą ambicję, wolę walki i przeprowadzają ładniejsze akcje niż Legioniści. Dlatego ciężko jest mi sobie wyobrazić, aby tak słabo prezentująca się drużyna mogła sięgnąć po tytuł Mistrza Polski.
Zastanawia mnie dobre samopoczucie Urbana, który po meczu w Krakowie nie miał żadnych pretensji do Chinyamy… Przecież trzeba być skończonym kretynem, aby tego zawodnika nie odesłać do Zimbabwe. Że najlepszy w lidze strzelec? A kto inny miał w Legii strzelać, skoro we wszystkich spotkaniach Urban gra jednym napastnikiem? Wszystkie piłki pomocnicy zagrywają więc na niego, a że (jeśli są w formie) zagrywać potrafią, świadczy właśnie liczba 17. przy strzelonych golach Chinyamy. Sytuacje jakie marnował w Krakowie, nawet kulawy by wykorzystał. Najlepiej podsumował to Maciej Iwański z wściekłością waląc się dłonią w czoło w jego kierunku.
A Urban na to: Chini taki jest.
Nosz kurwa!
Skoro taki jest, to spakować mu walizkę i wysłać skąd go wzięli. Dobry napastnik ma w meczu trzy sytuacje i jedną wykorzystuje (33%), świetny ma dwie sytuacje i chociaż jedną zamieni na bramkę (>50%), a wybitny wykorzystuje 80-90% sytuacji w meczu. Chinyama w Krakowie miał ze cztery, z czego ze dwie, takie, gdzie wystarczyło przyłożyć nogę, a on co? Wszystko spierdzielił…
A teraz o samym Urbanie, bo króla strzelców bardziej jebać nie ma sensu…
Kiedy przychodził do Legii, było to tak:
Roger – świetne mecze w Legii i reprezentacji; Grzelak – zdrowy; Vuković – waleczny i napędzający Legię; Wawrzyniak – grywał; Edson – strzały siejące zamęt i popłoch pod bramką przeciwnika; Radović – kręcący prawą stroną, może nie powalał na kolana, ale miewał przebłyski świetnej gry; Szala – drewniany jak zawsze, ale zdrowy; Choto i Astiz – pewne filary środkowej obrony.
Jak jest teraz?
Roger – więcej niecelnych podań w jednym meczu niż przez dwa wcześniejsze lata gry w Legii; Grzelak – połamany; Vuković – w Grecji; Edson – w Portugalii; Radović – na ławce, cień samego siebie, ale i tak jak wchodzi spisuje się o niebo lepiej niż Rocki; Szala – połamany; Choto i Astiz – ten pierwszy pewny, choć i on się myli, ale drugi popełnia coraz częściej głupie błędy.
Do tego dochodzą: Iwański – wiosna rewelacyjna, teraz przygasł i nawet ciężko powiedzieć, że się coś żarzy; Rocki – tragedia, jak widać same chęci nie wystarczają; Jarzębowski – zaraz po przejściu do Legii grywał poprawnie, później… uraz, kontuzja, teraz grywa, ale żeby od razu poprawnie… ciężko byłoby to powiedzieć.
Zmierzam ku temu, iż ten trenerek kompletnie nie nadaje się do prowadzenia pierwszej drużyny Legii Warszawa. Podobnie jak do swoich ról nie nadają się dyrektor sportowy Trzeciak – odpowiedzialny za transfery (w obie strony, a nie tylko w jedną!) i prezes Miklas, który kompletnie nie panuje nad tym, co się dzieje w drużynie i jakie wyniki ona osiąga.
Wiem, wiem wywalić trenera jest łatwo, ale kto w jego miejsce? A chuj mnie to obchodzi. Może babcia Miklasa? Mając graczy, którzy ocierali (lub wciąż się ocierają) o drużyny narodowe byliby w stanie grywać nawet pod okiem wspomnianej babci, a i nie sądzę aby grali gorzej niż teraz!
Hiszpańska myśl trenerska, prezentowana przez seniora Urbana, kompletnie nie ma zastosowania na boisku. Ciężko jest mi sobie wyobrazić, że Chinyama to Eto’o, Giza to Messi, a Roger ma naśladować Henry. Nie ten poziom, nie te umiejętności i wiele innych rzeczy – też nie tych. Ale Barcelona, mając takich graczy w przednich formacjach, i równie fantastycznych w pomocy i obronie, może pozwolić sobie na grę „jednym” napastnikiem. Dlaczego w cudzysłowiu? Dlatego, że tak naprawdę dwaj skrzydłowi schodzą do środka, i gdy Barca atakuje robi to trzema napastnikami, w dodatku wspieranymi przez graczy środka pola potrafiącymi uderzyć zza szesnastego metra!
A Legia? A Legia – nie.
Trzeciak.
Urban chciał napastnika – no przecież ma. W dodatku jest i Grzelak i Paluchowski. Chuj, że pierwszy jest kontuzjowany, a drugi poziom prezentuje ligę niższy. Odszedł Wawrzyniak – przyszedł Ostrowski (albo Komorowski, albo obaj za jednego) i obaj się nadają do Młodej Ekstraklasy, do której to seniorzy Urban i Trzeciak odsyłali Roberta Lewandowskiego, który przyjechał swego czasu chcąc grać z eLką na piersi. Argument był jeden – lepszy od Chinyamy to on nie jest, a że był jeszcze Grzelak (zdrowy wtedy) to miejsce Lewandowskiemu wskazali w Młodej Legii!
Po takim numerze obaj powinni pierdolnąć wymówienia, albo lepiej aby ich Miklas obu wziął za ryj i wypierdolił za bramę obiektu przy Ł3. Ale prezesunio wywiadów w owym czasie się na udzielać musiał Wybiórczej i Tefauenowi jakich to ma wstrętnych i okropnych kibiców…
A wyniki?
Wisła 2-1 0-1 Lech 1-1 0-0 Bełchatów 3-0 0-1 Polonia 2-2 0-0 Śląsk 4-0 ŁKS 1-0 0-0 Odra 4-0 0-2 Polonia Bytom 0-1 Jagiellonia 2-0 1-2 Piast 3-1 1-0
Dopiero w meczu wyjazdowym z jedenastym(sic!) w tabeli Piastem Gliwice grajkowie Urbana wygrali! Z drużynami do dziewiątej pozycji w lidze nie strzelili nawet bramki, zdobyli ją z dziesiątą w tabeli Jagiellonią, ale i tak mecz przegrali. Zatem bilans spotkań wyjazdowych warszawskiej Legii z pierwszymi dziesięcioma drużynami (pomijając Legię) wynosi (na chwilę obecną) 1-3-5 słownie:
jedno zwycięstwo – trzy remisy – pięć porażek. A jeszcze w perspektywie wyjazd do Wrocławia…
To chyba zdecydowanie za mało jak na drużynę, która ma walczyć o Mistrzostwo Polski?!


