czyli jak wydymać kibiców piłkarskich…
Niemal równo na miesiąc przed wyborami nowego prezesa PZPN, ministra Drzewieckiego olśniło i… wprowadził do siedziby związku kuratora. Nie ukrywam, że widząc tempo budowania stadionów, autostrad, hoteli byłem sceptycznie (a nawet bardzo) nastawiony do zorganizowania przez Polskę i Ukrainę Finałów Mistrzostw Europy w 2012 roku. Nie przekonywał mnie optymizm aktualnie rządzącej ekipy i ironiczne uśmieszki Herr Tuska. Po prostu wiedziałem, że to się nam nie uda. Zastanawiałem się jedynie w jaki sposób o kompromitacji na skalę światową poinformuje się kibiców w naszym kraju. No i proszę… Nawet nie trzeba będzie zbytnio się wysilać, wystarczy tekst w stylu:
Chcieliśmy dobrze, ale nie mieliśmy szans w starciu z kliką kolesi. PZPN ma układy w FIFA i UEFA, i póki to się nie zmieni, nic się w polskiej piłce nie zmieni…
Prawda, że ładnie i jakże szlachetnie? A przy tym lekko i bezboleśnie, ewentualnie Drzewiecki straci swój urząd i będzie to jedyna ofiara tego całego zamieszania. I chuj ze Stadionem Narodowym, autostradami i w ogóle. Teraz można już powiedzieć wprost – Mistrzostwa Europy w 2012 roku odbędą się poza Polską!
Zupełnie inaczej wyglądałoby tłumaczenie polityków Platformy Oferm, o odebraniu nam organizacji ME z powodu przeprowadzania czystki w PZPN (pod hasłem walki z korupcją), a inaczej byłoby gdyby odbierano nam Mistrzostwa, w przypadku braku stadionów i odpowiednich warunków do przeprowadzenia takiej imprezy…
Jaki inny był bowiem cel wprowadzania takiego zamieszania, narażania się FIFA i UEFA, skoro już 30 października miały odbyć się wybory prezesa PZPN i całego zarządu? Moim zdaniem wszystko sprowadzało się do jednego – pozbyć się kłopotu z organizacją ME. Jeśli do południa w poniedziałek kurator nadal będzie okupował siedzibę związku, stracimy nie tylko Mistrzostwa Świata w 2010 roku, ale i organizację Mistrzostw Europy, a i wczorajszy sukces Lecha – wyeliminowanie Austrii Wiedeń – okaże się gówno wart, gdyż klub ten nie rozegra nawet jednego spotkania w fazie grupowej Pucharu UEFA. Brawo. Po prostu Platforma Oferm zasłużyła na owację na stojąco, odznaczenia narodowe i związane z tym gratyfikacje finansowe – będą premie, i to jakie!
A moim skromnym zdaniem, za taką akcję powinien beknąć cały rząd, gdyż jeszcze dzisiaj Herr Tusk wyraził poparcie dla działań Drzewieckiego, a zatem to on jest odpowiedzialny za ewentualne konsekwencje jakie spotkają naszą piłkę.
PZPN jaki jest, każdy widzi. Za czasów Mariana Dziurowicza wieszano na nim psy, na każdym stadionie ligowym (poza GKS Katowice) królowała przyśpiewka: PZPN, PZPN – Jebać, jebać PZPN. Kiedy magnat z Katowic odchodził, a jego miejsce zająć miał Listkiewicz wiązano z tym ogromną zmianę – istną metamorfozę. Po krótkim czasie i jego osoba okazała się niewłaściwa. Zastanawiające było też to, że wraz ze zmianą prezesa w siedzibie związku wciąż pozostawały te same osoby. 30 października miały odbyć się wybory na stanowisko prezesa PZPN, murowanym kandydatem wydawał się być Zbigniew Boniek (chociaż osobiście nie byłbym tą decyzją zadowolony, zwłaszcza kiedy przypomnę sobie jak wyglądała jego prezesura w Widzewie), ale ten sam Boniek żył wcześniej w przyjacielskich kontaktach z Listkiewiczem, i współpracował blisko z całym zarządem PZPN, jakie więc byłyby gwarancje na jakiekolwiek (pozytywne) zmiany w tej instytucji? Moim zdaniem, żadne, a już z pewnością niewielkie…
Pozostałe osoby to Grzegorz Lato – dzisiejszy działacz PZPN, znający w związku wszystkich i wszystko. Tomasz Jagodziński – spec od wyszukiwania afer w polskiej piłce, a później wydający książki, dziennikarz aferzysta. Jest jeszcze sekretarz generalny związku, który najwidoczniej poczuł zew władzy.
Kto by nie został prezesem, wiele by się nie zmieniło, ale z pewnością wpadłoby ciut świeżego powietrza, może nawet byłyby jakieś pozytywne zmiany w sposobie funkcjonowania tej instytucji, ale… może się okazać, że decyzja ministra Drzewieckiego wprowadzi więcej złego. Całkiem prawdopodobne jest, że nowy prezes PZPN zostanie nominowany z klucza partyjnego, że na tej decyzji ucierpią kibice (Lecha, reprezentacji Polski i wszystkich klubów ekstraklasy), a jeśli by do tego doszło, oczekiwałbym wniosku o postawienie przed Trybunałem Stanu zarówno owego ministerka, jak i jego szefa Herr Tuska, a następnie z niecierpliwością czekałbym na wykonanie wyroku przez pluton egzekucyjny – rozstrzelanie…
Mamy zatem kolejny przykład, jak chcąc zrobić dobrze, można wszystko spierdolić…


