Komentarze są wyłączone
11 Listopad 2009

Polska SuperLiga

Polska SuperLigaJako, że jestem ogromnym zwolennikiem zmniejszenia naszej Ekstraklasy do 12. drużyn (szerzej o tym pisałem tutaj), i jako, że najnowsza odsłona Football Manager’a 2010 dała mi możliwość wprowadzenia zmian w strukturach ligi oraz rozgrywek pucharowych, postanowiłem zreorganizować nasze rozgrywki, wzorując je na rozgrywkach… brytyjskich – zarówno szkockich, jak i angielskich.
więcej »

Komentarze są wyłączone
24 Październik 2009

Windows 7 lepszy od Linuksa?

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie warto jest czytać artykułu autorstwa Adriana Nowaka, gdyż jedynej rzeczy jakiej się człek dowie o nowym produkcie MS jest to, że… istnieje możliwość grupowania aplikacji na pasku.

Tyle tylko, że taka funkcjonalność istniała już w Windowsie XP, a i w KDE także istnieje, i zawsze jest przeze mnie wyłączana. Chyba, że chodzi o coś innego, jak tak to sorry bardzo, ale jakoś nie przekonał mnie ani tytuł wpisu, ani tym bardziej jego zawartość.

Pokusiłbym się o inne stwierdzenie – dlaczego Windows 7 jest lepszy od Linuksa?

Jako skromny użytkownik systemów Linuksowych, z którymi jestem nieprzerwanie od blisko dziesięciu lat, który w swoim życiu przetestował całą masę różnych dystrybucji (z których najbardziej zauroczył mnie Debian i jego młodsze – pięcioletnie już – dziecko – (K-)Ubuntu), jako osoba, która od zawsze narzekała na Windowsa, czy to był 95, 98, XP czy nawet ostatnio Vista, oświadczam, że w końcu Microsoft wydał przyzwoity system operacyjny na komputery klasy PC!

Dlaczego?

Dlatego, iż Seven jest bezpośrednim (i naturalnym) następcą Windowsa XP. Ktoś zauważył, że nowy system operacyjny MS chodzi tak, jak XP lub nawet lepiej.
Niestety nie jest to do końca prawdą.

Osoby, które posiadają już najnowszy produkt Microsoftu, prawdopodobnie mają komputery, które lepiej bądź gorzej, ale były w stanie uruchomić Vistę (ja swój nabyłem z preinstalowaną Vistą Home Premium; 3GB RAM, dwurdzeniowy procesor Intela i NVidia 8600GT 512MB) gwarantowało to „prawidłowe” działanie owego systemu. Siódemka wymagania sprzętowe ma mniejsze, ale i tak są one większe, niż miało to miejsce w przypadku XP, stąd wrażenie, że system działa szybciej i sprawniej niż XP (jeszcze bez SP1).

Jeśli wierzyć miernikom dostępnym w systemach Vista i Windows 7, to w tym pierwszym systemie zużywana była pamięć w okolicach 50-55%, natomiast użycie procesora oscylowało w granicach 40-80%. Nowy produkt MS (przy otwartych 20. zakładkach w Firefoxie 3.5, pobieraniu obrazu płyty Ubuntu 9.10 wykorzystuje procesor w 3-14%, pamięć… w 30%!
Zresztą zużycie ilości pamięci po uruchomieniu systemu nie przekracza 25%, w moim przypadku wynosi ono najczęściej 20-22%.

Oznacza to iż Vista, zaraz po uruchomieniu, pochłaniała nawet do 1.65GB RAMu, natomiast 7 zużywa jej (maksymalnie, także zaraz po uruchomieniu) 675MB. Różnica wynosi blisko 1GB!

Dodam, że w obu przypadkach posiadałem zainstalowane (w większości) te same aplikacje: MS Office, OpenOffice, Firefox, Nero, GOMPlayer, kilka różnych gier, Tlen. Po prostu w Windows 7 doczekaliśmy się tego, co od dawna podziwiałem w systemach Linuksowych – nie używane aplikacje, nie zużywają zasobów systemowych komputera (poza miejscem na dysku twardym).

Kolejnym plusem przemawiającym za Windows 7 jest to, że zaraz po zainstalowaniu systemu możemy oglądać filmy kodowane w DivX, Xvid itp. Oczywiście Media Player nie obsłuży napisów, chociaż wydaje się, że jest do tego przystosowany; jednak dostępność kodeków i sterowników (7 wykryła moją kartę graficzną, z czym nie radziła sobie Vista) jest sporym postępem.

Jestem posiadaczem nowego systemu od około dwunastu godzin, instalacja i dostosowanie wyglądu do moich potrzeb zajęło chwilę, później wystarczyło pościągać kilka aplikacji, zainstalować inne programy z płyt i system… nadal chodzi szybko i stabilnie.

Uruchamiając Menadżera Zadań można dostrzec, że (na obecną chwilę posiadam piętnaście uruchomionych procesów, a zużytej pamięci… 945MB) liczba procesów została drastycznie ograniczona, co wyraźnie przekłada się na szybkość i stabilność działania systemu.

Windows 7 to nie jedynie lifting Visty, nie jest to wyłącznie zmieniony pasek na dole, plus kilka nowych okienek i ikonek. To jakby przeniesienie Aero z Visty, kilku jej elementów i… zintegrowanie tego wszystkiego z kompletnie od nowa napisanym jądrem systemu. Nie przypominam sobie bowiem, aby w jakiejkolwiek innej wersji Windowsa, nie uruchamiał on – często zbędnych – procesów, które jedynie spowalniały jego działanie. W tej wersji jest inaczej, uruchamiane jest to, co jest aktualnie używane przez użytkownika, to jest dopiero ukłon w stronę systemów *nixowych.

Za wcześnie także mówić o bezpieczeństwie owego systemu. Z pewnością [skoro ma to być ostatni produkt MS (jak ćwierkają wróbelki) na komputery klasy PC] doczeka się i on całej masy wirusów, trojanów i innych robali, jednak do tej pory – wypada cieszyć się z naprawdę dobrego systemu Microsoftu.

Ciężko jest mi samemu uwierzyć, że jestem w stanie zachwalać coś z rodziny MS, a jednak…

Dlaczego zatem ten system jest lepszy od Linuksa, i czy jest lepszy?

W końcu jest tak samo lekki jak Linuks, jest stabilny, uruchomić na nim można większość aplikacji pisanych dla systemów Windows, bez żadnych emulatorów typu Wine czy Cedega (komercyjna wersja).
Jednak… jest płatny, nie mamy kontroli nad tym, co system wysyła z naszego komputera do MS i czy w ogóle to robi i komu. Kod wciąż jest ściśle strzeżoną tajemnicą, choć może to i lepiej… Znając ludzką naturę, gdyby został on upubliczniony, dopiero obrodziłoby w „szkodliwe oprogramowanie”, wirusy i całe robactwo ze strony tych, którzy pałają wręcz nienawiścią do systemów z rodziny MS.

Jakby tego było mało, już niebawem ukaże się kolejna wersja Ubuntu – 9.10, czyżby końcówka roku obrodzić miała nam (w końcu) porządnymi systemami operacyjnymi?

Oby…

Komentarze są wyłączone
15 Październik 2009

Koniec PZPN?

Jeśli ktoś sądzi, że uda się zmienić zarząd PZPN tylko dlatego, że na meczu ze Słowacją nie było ponad czterdziestu pięciu tysięcy, a jedynie pięć tysięcy, to… jest w błędzie. Jeden – nic dla nas – piłkarsko nieznaczący mecz, nie jest w stanie, choćby skruszyć, skostniałych struktur PZPN, a jeśli nawet to co to da? Nic…

Winę za obecną sytuację w PZPN, jak i w innych instytucjach państwowych, ponoszą negocjatorzy zasiadający swego czasu przy meblu – okrągłym stole, którzy zamiast wybrać drogę, którą później poszli Czesi, dogadali się z ustępującymi komunistami. Nie przeprowadzono dekomunizacji na urzędniczych stanowiskach, dzięki czemu beton twardniał.

Stwardniał do tego stopnia, że zarządzający PZPN Marian Dziurowicz był nietykalny, a kiedy odszedł, miejsce jego zajął inny – namaszczony przez niego – Michał Listkiewicz. Ktoś ich jednak wybierał, obowiązywały jakieś reguły tak, jak to miało miejsce w przypadku ostatniego, dokonanego wyboru Grzegorza Laty.

Wybierają ich ludzie – działacze – z Okręgowych Związków Piłki Nożnej, często ich korzenie sięgają minionej epoki, ale w kilku przypadkach z pewnością są to już młodsi działacze, choć i oni zostali przez kogoś namaszczeni. Działacze OZPN wybierają takiego prezesa PZPN, który zagwarantuje im status quo, nikt przecież nie zgodzi się na to, aby ktoś obcy pozbawił ich pełnionych funkcji, nie zgodzą się na żadne rewolucyjne zmiany, bowiem za dobrze jest im na obecnych stołkach, i za dobrze jest im w obecnej sytuacji.

Po finałach Mistrzostw Świata w Niemczech, należałem do mniejszości broniącej Pawła Janasa.
Dlaczego?
Kiedy przejmował on reprezentację Polski, była ona na 26. miejscu w rankingu FIFA, kiedy z niej odchodził na 16. Leo Benhakker zostawił ją na 36. miejscu, a po serii trzech porażek z rządu z pewnością spadliśmy w okolice 50. miejsca.

Po spotkaniu z Czechami ekspert TVP Jerzy Engel starał się bronić Majewskiego twierdząc, że to jest nowa reprezentacja, że ci zawodnicy grali ze sobą po raz pierwszy, że nowy trener, że nowa kadra, że nowa taktyka i w ogóle, trudno w takich warunkach o fantastyczną grę i zwycięstwo. Jednak na pytanie Szczęsnego, dlaczego w takim razie PZPN wybrał Majewskiego i naciskał na zmianę kadrowiczów, Engel już nie potrafił odpowiedzieć… Równie dobrze, skoro PZPN już nie wierzył w awans przed spotkaniem w Pradze, należało wybrać jedną z dwóch poniższych opcji, a które byłyby z pewnością korzystniejsze dla polskiej piłki niż to, co zadecydował zarząd PZPN:

  1. pozostawić Benhakkera, wszak gorzej być już nie mogło…
  2. skoro jednak miały być zmiany, to zamiast mianować „tymczasowego” selekcjonera, można było od razu zdecydować się na tego, który będzie miał wolną rękę przy selekcji i przy budowie drużyny, która za dwa i pół roku będzie rywalizować z najlepszymi reprezentacjami naszego kontynentu…

Jednak PZPN wybrał… najmniejsze zło dla siebie. Majewski był gwarantem, na posłuszne wypełnianie zaleceń Laty, Piechniczka i Engela.

Na marginesie, tak bardzo krytykowany, Listkiewicz ma na swoim koncie dwa finały Mistrzostw Świata (Korea i Niemcy) oraz nominację dla Benhakkera, który po raz pierwszy w historii wprowadził naszą reprezentację do finałów Mistrzostw Europy, a co ma Lato? Zimę na jesieni… Burdel w kadrze, i miejsce w grupie tuż przed… San Marino!

Po losowaniu grup, wszyscy kibice uznali, że mamy bardzo łatwą drogę do RPA, że największym problemem mogą być dla nas Czesi, ale przy odrobinie szczęścia istniała wielka szansa na awans z pierwszego miejsca. Dzisiaj, kiedy eliminacje w naszej grupie już się zakończyły, i przypominając sobie formę jaką prezentowali nasi rywale, jestem skłonny stwierdzić, iż reprezentacja Polski powinna wygrać grupę bez straty choćby punktu! Nasi rywale to cienkie Bolki, którzy nie prezentowali niczego nadzwyczajnego, grali piach i każdy nawet – zwycięzca grupy – Słowacja, powinna dostać kilka bramek do przerwy w obu spotkaniach, a po przerwie należałoby ją jedynie dobić.

W naszej grupie eliminacyjnej nie było Portugalii, nie było też Anglii, z którą wygraliśmy rywalizację w grupie i awansowaliśmy bezpośrednio do finałów Mistrzostw Świata w Niemczech, mimo iż z Anglikami przegraliśmy oba spotkania!

Wczoraj obserwowaliśmy koniec reprezentacji, która uczestniczyła w trzech, z czterech ostatnich wielkich imprez (MŚ Korea 2002, MŚ Niemcy 2006, ME Austria i Szwajcaria 2008). Zabrakło nas jedynie na ME w Portugalii w 2004 roku, i podziękować za to, w głównej mierze, należy… Zbigniewowi Bońkowi, który – jako trener – był taką samą pomyłką jak obecny „tymczasowy” Majewski.

Nadal uważam, że wprowadzenie komisarza, wraz z prokuratorem, do PZPNu powinno nastąpić w dniu otwarcia ME w roku 2012, wtedy nikt nam nie odbierze tej imprezy, a ewentualne wykluczenie polskich drużyn z europejskich pucharów, powinno wyjść nam jedynie na dobre. Nie uświadczymy porażek z drużynami z Estonii, Gruzji czy Litwy, bo mistrz naszego kraju w konfrontacji z mistrzem Cypru nie miałby najmniejszych szans, i zostałby rozgromiony (mistrz Cypru już drugi raz z rzędu uczestniczy w rozgrywkach Ligi Mistrzów!). Wykluczenie polskich drużyn klubowych, to dla nich także niewielka strata finansowa, i tak swoją rywalizację kończą, dość często, w fazach eliminacyjnych, których to spotkań (jak to miało miejsce w tym sezonie) nie chce pokazywać żadna stacja telewizyjna!

Następnie należałoby ograniczyć liczbę drużyn w Ekstraklasie, I i II lidze do 12. zespołów, podniosłoby to poziom polskiej piłki, gdyż nie uświadczylibyśmy już spotkań na takim poziomie, jak choćby w niedawnym pojedynku Cracovia – Zagłębie Lubin, a z pewnością nie pod patronatem Ekstraklasy…

Komentarze są wyłączone
7 Październik 2009

Sposób na polską piłkę…

Pewnej bezsennej nocy naszła mnie przebiegła myśl, o tym… jak pozbyć się skorumpowanego i nieudolnego PZPNu bez większych konsekwencji dla naszej rodzimej (s)kopanej. Dotychczasowe próby skazane były na porażkę, gdyż paluszkiem, w stronę dotychczasowych Ministrów Sportu, groziła nam FIFA broniąc skostniałych struktur PZPN, a ministrowie, w obawie przed wykluczeniem naszych drużyn z rozgrywek międzynarodowych, i społeczną nienawiścią jaka by ich spotkała ze strony piłkarskich kibiców, wycofywali się na paluszkach, przepraszając cichutko za całe zamieszanie.

I kij im w oko. Skoro byli nieudolni, tak to musiało się skończyć.

Rozwiązanie jest banalnie proste…
Trzeba jednak poczekać jeszcze trochę, a później zaatakować PZPN tymi samymi argumentami co dotychczas:

  • korupcja w polskiej piłce sięgnęła olbrzymich rozmiarów, i z tego co dociera z Wrocławia, to jeszcze nie koniec;
  • poziom naszej piłki osiągnął dno – mistrz naszej pseudo Ekstraklasy przegrywa z Mistrzem Estonii, Gruzji, w Lidze Mistrzów swoich reprezentantów mają Cypr czy Węgry, a my od czasów Widzewa Łódź, a wcześniej Legii Warszawa, nie mieliśmy żadnej drużyny w tych elitarnych rozgrywkach;
  • nasza reprezentacja nie jest w stanie pokonać Irlandii Północnej, gładko przegrywa z malutkim państwem Słowenią tracąc szanse na awans do Mistrzostw Świata, mimo iż po losowaniu grup uznaliśmy, że mamy bardzo łatwą drogę do RPA;
  • branie pieniędzy przez członków (idealne, choć delikatne określenie działaczy) PZPN, za wspomniane wyżej „sukcesy” jest co najmniej niestosowne;

Ile trzeba zatem czekać na rozwiązanie PZPN?
Do meczu otwarcia Mistrzostw Europy w 2012 roku. I tego też dnia wprowadzić komisarza, który rozwali od wewnątrz betonowe struktury, a do zarządu wprowadzeni zostaną ludzie, dla których piłka nożna jest pasją i którym leży na sercu jej dobro, którzy chcieliby przeżywać sportowe sukcesy takie, jakie przeżywają kibice siatkarscy, lub takie, jakie przeżywali nasi ojcowie i dziadkowie, gdy nasza piłkarska reprezentacja od roku 1972 była jedną z najsilniejszych reprezentacji świata, a nasze drużyny klubowe grały z sukcesami w rozgrywkach europejskich. Tego bowiem dnia, FIFA będzie mogła nam naskoczyć, a UEFA raczej nie wykluczy współgospodarza imprezy i nie przeniesie się ze swoimi zabawkami do Niemiec.
Ktoś powie, że popsuje to święto piłki nożnej – tak, zgoda, ale w innych warunkach nasza reprezentacja zostałaby wykluczona, podobnie jak i drużyny klubowe. Decydując się na taki krok, tego właśnie dnia, zmniejszamy sankcje ze strony międzynarodowych instytucji. Inna sprawa, że chcąc rozwalić PZPN należałoby zebrać odpowiednie dokumenty, dowody, udać się do siedzib FIFA i UEFA na bezpośrednie spotkania z ich prezesami, przedstawić im fakty i zebraną dokumentację, wytłumaczyć, dlaczego tak, a nie inaczej zamierza się postąpić z PZPN i przyznać, że zdając sobie sprawę z grożących konsekwencji, mimo wszystko rozpieprzenie PZPN jest najlepszym z możliwych wyjść, i że jest to jedyny sposób na naprawę polskiej piłki, i przywrócenie jej dawnej świetności…

Ja bowiem mam już dość wspominania historii naszej piłki i życia na kredyt zaciągnięty przed blisko 30. laty. To było, tego nie ma, aktualnie jest dupa blada, i albo zrobi się coś, co pozwoli odbudować potęgę naszej piłki, albo dalej będziemy kisić się we własnym szambie, wstydzić po porażkach z Cyprem, Słowenią czy Estonią.
Mecz na Wembley – zwycięski remis – już się nie powtórzył, od tamtej pory minęło wiele lat, a nasza reprezentacja nie potrafiła zremisować na tym stadionie.

Dlaczego?
Dlatego, że wpaja się naszym zawodnikom metody z minionej epoki. Wystarczy przypomnieć sobie jaką formę prezentowali Roger i Edson gdy trafili do Legii, a jak się prezentowali kiedy Legię opuszczali. Najpierw byli dla nas wytworami z innej planety, później stali się częścią naszej ligowej piłki, dostosowując się poziomem do pozostałych zawodników w Ekstraklasie.

Hasła o powiększeniu Ekstraklasy do 18. drużyn, nie tylko mnie śmieszą, co wręcz powodują, że osoba je wypowiadająca, traci mój szacunek. Powody zwiększenia liczby drużyn w lidze są dwa, jeden jest związany z okresem kampanii wyborczej wśród członków PZPN, i osoba je wypowiadająca liczy po prostu na głosy z terenu – zagłosujesz na mnie, powiększę ligę, będziecie mieli szanse dostać się do Ekstraklasy. Drugi powód to po prostu… bezmyślność, a argument o tym, że nasz trzydziestomilionowy kraj stać na to, aby mieć osiemnaście drużyn w ekstraklasie, jest tak samo skuteczny, jak walka naszych drużyn o Ligi Mistrzów, czy Europejską.

Co z tego, że mamy 30 milionów obywateli, skoro Słowenia ma niewiele ponad 2mln, czyli coś w okolicach ilości mieszkańców Warszawy. Można zatem powiedzieć, że reprezentacja Polski przegrała z… reprezentacją jakiegoś województwa.

Czy naprawdę w takim kraju jak Polska, nie można znaleźć 11 dobrych piłkarzy?
Można i znalazłoby się tam, gdzie nie docierają złote myśli szkoleniowe naszych trenerskich emerytów. Oni żyją w minionej epoce, piłka nożna osiągnęła taki poziom, do którego my tracimy co najmniej dwadzieścia lat.
Dzisiaj piłkarz z 3. ligi wchodząc do kadry meczowej drużyny z Ekstraklasy, jest… najlepszym zawodnikiem na boisku! (Traore – Zagłębie Lubin).

Leo Benhakker zarzucił naszym trenerom, że bazują na materiałach szkoleniowych z lat osiemdziesiątych. Nawet wiem, jaka książka jest prawdopodobnie obowiązkową lekturą na Uczelniach Szkoleniowych – „Taktyka gry w piłkę nożną” prof. Jerzego Talagi. Mimo, iż jest to naprawdę dobra książka, to jednak… przedstawia ona taktyki drużyn z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego stulecia. Piłka nożna już dawno przeskoczyła o wiele epok do przodu od tamtego okresu. Ta książka mogłaby być jedynie lekturą uzupełniającą, przedstawianą jako ciekawostkę lub wstęp do ewolucji piłki nożnej i taktyki.

Idealnym rozwiązaniem, jak na nasze warunki, wydaje się być zmniejszenie drużyn w Ekstraklasie, pierwszej oraz drugiej lidze, do… 12. drużyn. Wprowadzenie czegoś na wzór modelu szkockiego. Te trzy ligi byłyby w pełni zawodowe. Na początku (widząc jaka jest infrastruktura naszych obiektów sportowych) należałoby ograniczyć warunki stadionowe do klubów z Ekstraklasy. Oznaczałoby to, że drużyny z I ligi, które wywalczyłyby awans, a nie posiadałyby odpowiedniego stadionu (spełniającego warunki UEFA), nie awansowałyby do najwyższej klasy rozgrywkowej, ich miejsce zajęłaby kolejna w tabeli drużyna, zakładając, że ona spełniałaby odpowiednie warunki, albo… nikt nie zajmowałby jej miejsca, i po prostu mniej drużyn opuściłoby Ekstraklasę, i mniej do niej awansowało.

W przyszłości należałoby warunki stadionowe stosować kolejno do I ligi, później do II ligi zawodowej. Oznaczałoby to, że drużyna, która z 3. ligi wywalczy awans, a nie będzie posiadała odpowiedniego stadionu (zadaszonego, z podgrzewaną murawą) do II ligi (czyt. zawodowej ligi) nie awansuje! Taki model obowiązuje w Anglii, gdzie są cztery zawodowe ligi.

Z ligi spadałyby ostatnie dwie drużyny, dwie awansowałyby z niższej ligi. Do rozegrania byłyby 32. spotkania – runda zasadnicza mecz i rewanż (22.mecze), a później pierwsza szóstka grałaby ze sobą ponownie mecz i rewanż o mistrzostwo (10. meczy), a druga szóstka o utrzymanie w lidze (także 10. meczy). Drużyna z grupy walczącej o utrzymanie, nie mogłaby zająć wyższego miejsca w lidze niż 7. mimo, że mogłaby mieć więcej punktów od drużyn będących przed nią. Drużyny po rundzie zasadniczej zachowywałyby zdobyte punkty, oraz bramki, które byłyby uwzględniane dalej, w rozgrywkach grupowych.

Z I ligi do Ekstraklasy, oraz z II do I klasy rozgrywkowej, awansowałby zwycięzca rozgrywek oraz drużyna, która wygrałaby baraże, a te rozgrywane byłyby na zasadach takich, jak ma to miejsce w Anglii. Drużyny z miejsc 2-5, rozgrywałyby ze sobą spotkania systemem pucharowym w I. rundzie mecz i rewanż według klucza: 5-2, 4-3 oraz rewanże: 2-5, 3-4.
Warto zauważyć, że gospodarzami pierwszych spotkań byłyby drużyny z niższych miejsc, tak aby drużyny, które w lidze zajęły wyższe miejsce, spotkanie rewanżowe – decydujące o awansie do finału baraży – rozgrywane byłyby na ich stadionie.
Zwycięzcy tych dwumeczy spotykaliby się na stadionie Narodowym w Warszawie w meczu o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Rozgrywano by jedno spotkanie, w przypadku remisu, następowałaby dogrywka, a później rzuty karne.

Zalety takiego systemu są oczywiste.
Większa liczba ciekawszych spotkań w Ekstraklasie, zamiast oglądać spotkania typu Cracovia – Zagłębie Lubin, można byłoby aż cztery razy obserwować spotkania Lecha z Legią czy Lecha z Wisłą, Wisły z Legią (zakładając, że drużyny te znalazłyby się w tej samej grupie po rundzie zasadniczej).

Bogatsze kluby.
Dzisiaj pieniądze z Canal+ dzielone są na 16. drużyn, teraz byłyby dzielone na 12. drużyn. Niewielka różnica, ale zawsze byłby to jakiś zastrzyk finansowy.

Ciekawsza liga, jasne zasady, nowe stadiony – komfort, i w końcu – prawdziwa Ekstraklasa.

W przyszłości posiadalibyśmy 36. zawodowych drużyn (Ekstraklasa, I liga, II liga – wszystkie po 12. drużyn). Drużyny z Ekstraklasy rozgrywałyby więcej meczy o stawkę z wymagającymi rywalami, co zmusiłoby zawodników do większego wysiłku, i nauczenie ich walki i zaangażowania, co zaowocowałoby później w rozgrywkach europejskich.

Zdaję sobie jednak sprawę, że wprowadzenie powyższego sposobu na polską ligę, jest tak samo realne, jak wybudowanie sieci autostrad w naszym kraju, a najbliższej przyszłości.
Zbyt wielu osobom zależy na status quo w naszej piłce, aby można byłoby wprowadzać tak radykalne, choć moim zdaniem uzasadnione, zmiany. Podnoszenie poziomu rozgrywek, przez zmniejszanie liczby drużyn, byłoby niemile widziane w tak zwanym terenie.

Na koniec o sposobie zarobkowania działaczy w PZPN.
Przede wszystkim prezes związku, powinien pełnić tę funkcję nie dla kasy, a dla pasji. Skoro jest prezesem, jest reprezentantem tego związku, wiąże się to z częstymi wyjazdami, nie jest zatem możliwe, aby pełnił on tę funkcję społecznie, a dorabiał gdzieś na boku, tak jak chciałby to widzieć Zbigniew Boniek. Prezes powinien zarabiać – powiedzmy średnią krajową. Zarabiać powinni także pracownicy związku, sprzątaczki, pracownicy administracji, ale… nie działacze! Oni powinni dostawać tylko diety za obrady podczas różnego rodzaju zgromadzeń, których nie mogłoby być więcej niż X razy w roku. Chyba, że wymagałaby tego sytuacja, wtedy na wniosek prezesa związku lub Ministra Sportu, zwoływano by nagłe posiedzenia zarządu, lub całego związku, ale także nie więcej niż X razy w roku.
Zarabiane pieniądze przez PZPN w większości trafiałyby do małych ośrodków piłkarskich, a także na reprezentacje Polski (różnych kategorii wiekowych, a także narodową).

Sędziowie a PZPN
Przede wszystkim obie te instytucje powinny być względem siebie niezależne. Obserwatorzy na spotkaniach Ekstraklasy, byliby powoływani przez Ekstraklasę, natomiast w niższych ligach, przez PZPN. Idealnym rozwiązaniem byłoby takie, w którym sędzia piłkarski, zrzeszony w jakimś związku sędziowskim, lub innej organizacji reprezentującej jego interesy, byłby „wynajmowany” przez Ekstraklasę lub PZPN na konkretne spotkanie (oczywiście w drodze losowania), jednak jeśli jego noty byłyby zbyt niskie, sędzia taki byłby pomijany przez określoną ilość spotkań, a jeśli po powrocie na boisko, jego nota znowu byłaby niższa od minimalnej wymaganej w takim przypadku, byłby degradowany automatycznie(!) w trakcie sezonu, o jedną klasę rozgrywkową.
Zatem jeśli jakiś sędzia chciałby kręcić lody, niech otworzy lodziarnie…

I tyle w tym temacie, pomarzyć dobra rzecz, a o potędze naszej piłki pisane będą teraz jedynie wspomnienia… Niestety nic bowiem nie zapowiada, że komukolwiek chciałoby się ją uzdrowić, każdy tylko ciągnie we własną stronę…

Kasa Misiu, kasa….

Przykładowy podział na ligi z uwzględnieniem wyników z sezonu 2008/2009:

Ekstraklasa:

  1. Wisła Kraków
  2. Legia Warszawa
  3. Lech Poznań
  4. Polonia Warszawa
  5. GKS Bełchatów
  6. Śląsk Wrocław
  7. Polonia Bytom
  8. Jagiellonia Białystok
  9. Ruch Chorzów
  10. Piast Gliwice
  11. Zagłębie Lubin (b)
  12. Korona Kielce (b)

I Liga

  1. Lechia Gdańsk (s)
  2. Odra Wodzisław (s)
  3. Arka Gdynia (s)
  4. Cracovia Kraków (s)
  5. Górnik Zabrze (s)
  6. ŁKS Łódź (s)
  7. Widzew Łódź
  8. Podbeskidzie B-B
  9. Górnik Łęczna
  10. Znicz Pruszków
  11. Flota Świnoujście*
  12. Dolcan Ząbki*

II Liga

  1. Wisła Płock
  2. Warta Poznań
  3. GKS Katowice
  4. Stal Stalowa Wola
  5. GKS Jastrzębie Zdrój
  6. GKP Gorzów Wlkp
  7. Motor Lublin
  8. Tur Turek
  9. Odra Opole
  10. Kmita Zabierzów
  11. KSZO Ostrowiec Św (b)*
  12. MKS Kluczbork (b)*

*do I ligii nikt by nie awansował, natomiast najlepsze drużyny z II ligi, utrzymałyby się w nowej II lidze…

Komentarze są wyłączone
24 Wrzesień 2009

jQuery Login Panel moduł dla Pligg 1.0.1

Właśnie popełniłem jeden z dodatków do Pligg’a, bazując na module Moo Login stworzonym przez Yankidank’a, a także rozwiązaniu Jeeremie, który stworzył całość; ja jedynie utworzyłem z tego moduł do Pligg’a. Oczywiście moduł ów zawiera dwie wersje językowe – polską oraz angielską.

W przyszłości zamierzam zintegrować go skuteczniej z modułem Captcha, gdyż aktualnie działa on, ale… nie na każdej stronie… Ponadto w jakiś efektowny sposób będę chciał aktywować w owym module przypominanie hasła.

Kolejną sprawą, za jaką się w najbliższej przyszłości zabiorę, będzie również ładniejszy sposób prezentowania informacji w przypadku gdy ktoś oddał już głos na dany artykuł, a nie jak to jest w standardowej formie – poprzez okropny alert JavaScriptovy… ale to później… na razie zabieram się za dalsze przystosowywanie Pligg’a do moich potrzeb, kilka poważniejszych zmian już wprowadziłem, ale sporo jeszcze przede mną…

Aktualne wersje modułów można pobrać ze strony http://www.spuavick.com

[ Strona 4 z 19 ] « Pierwsza...«23456»...Ostatnia »