30 Listopad 2009

Nie płakałem po Wejchercie!

Wróciłem do domu po 21. Umyłem się, łyknąłem proszki od bólu głowy, zdałem dziewczynie relację z wyjazdu i poszedłem spać. Całą niedzielę przeleżałem w łóżku racząc się serialami pod tytułem: “Wielkie derby, wielkiej piłki”. Najpierw mój ulubiony Arsenal przegrał u siebie z Chelsea, później inny klub, który darzę sympatią – Barcelona – wygrała z Realem po wielkiej bitwie na Camp Nou. Jednak i tak, najbardziej uwielbianą i ukochaną moją drużyną była, jest i będzie Legia.

Wszystko przez to, że gdy mając siedem lat mój ojciec zabrał mnie na pierwszy mecz w życiu, w dodatku wyjazdowy, mimo że odległość wynosiła kilka kilometrów od… stadionu przy Łazienkowskiej, dokładniej na Racławickiej, był to wyjazd na derbowy mecz z Gwardią. Oczywiście Legia wygrała (2:1), a mogła i wyżej, jednak Buncol nie wykorzystał rzutu karnego. Później byłem z ojcem na meczu z Motorem Lublin. W okresie szkoły średniej zaliczyłem niemal wszystkie mecze rozgrywane na Łazienkowskiej, łącznie ze spotkaniami Pucharu Polski, europejskimi pucharami, nieważne czy przyjeżdżał Igloopol Dębica, Hajduk Split czy GKS Katowice – ja zawsze byłem na Żylecie… Legii kibicuję już od 27. lat, byłem z nią gdy broniąc się przed spadkiem z ligi dotarła jednocześnie do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, przegrywając dopiero z późniejszym triumfatorem tych rozgrywek Manchesterem United 1:3 u siebie i remisując na Old Trafford 1:1.

Także i na mecze wyjazdowe się wybierałem – poza wspomnianą Gwardią, był Widzew, był Raków Częstochowa, był i Lech i była Wisła w 1993 roku, kiedy to zdobyliśmy Mistrzostwo Polski, a które ukradli nam ze związku złodzieje…

Ostatnim meczem na jakim byłem przy Łazienkowskiej było spotkanie rozgrywane 3 listopada 2006 roku Legia-Lech (3:2). Później pozostały mi już tylko wyjazdy. Od razu nadmienię, że nie dostałem żadnego zakazu stadionowego, nigdy nie uczestniczyłem w żadnej zadymie, ani nie wyrywałem najpierw ławek (w latach dziewięćdziesiątych), ani później krzesełek, mimo iż kilka(-naście) razy ciśnienie mi podskakiwało na widok “akcji prewencyjnych” białych kasków.

Był taki mecz rozgrywany przy Łazienkowskiej, pełny stadion, przeciwnika już nie pamiętam (lata dziewięćdziesiąte), jupitery wszystkie cztery, chłodny jesienny wieczór, Legia strzela bramkę, cała Żyleta eksplodowała w szale radości i wszyscy zaczęliśmy… płakać… bo białe kaski postanowiły uraczyć nas gazem łzawiącym. Za co? Najwidoczniej z nudów…

Był także mecz z Ruchem (za Romanowskiego), kiedy to tuż przed samym spotkaniem podniesiono ceny biletów. Kilkuset kibiców nie miało kasy na bilety, więc ustawili się koło Torwaru i stamtąd zaczęli prowadzić doping (siedziałem wtedy na Krytej, więc miałem idealny widok na całą sytuację), nie było wulgaryzmów, był normalny, kulturalny doping dla Legii. Mimo to, ponownie białe kaski, chcąc się rozerwać rzucili się w kierunku tych kibiców, pałując ich i rozganiając, ot tak, dla jaj najwidoczniej.

Dlatego takie sytuacje jak ta, która miała miejsce we Wrocławiu w poprzednim sezonie, gdzie Policja po prostu stała, a także eskortowała nasze autobusy przez miasto, albo ostatnio w Bełchatowie, gdzie także byli wyjątkowo normalni, nie prowokowali, a z tego co słyszałem nawet pomagali w zakupie biletów paru osobom, są dla mnie… dziwnym zaskoczeniem, a jednocześnie powinny być wzorem dla warszawskich białych kasków (akcja Widelec).

Po tym przydługim wstępie czas na odniesienie się do tytułu tego wpisu.
Dzisiaj rano postanowiłem przejrzeć komentarze, a także zobaczyć co o spotkaniu w Bełchatowie napisała gazeta wybiórcza. Oczywiście oberwało się wszystkim kibicom Legii, którzy pojechali do Bełchatowa.

Skandal w Bełchatowie na meczu GKS-Legia
Już sam wstęp mnie poraził…

Kibol z prawa sobie kpi, klub jest głuchy, policja nic nie wie. Kibole Legii wywiesili w Bełchatowie transparenty: “Nie płakałem po Wejchercie” i “Jebać ITI”. Wywiesili, choć w ogóle nie powinni zostać wpuszczeni na stadion. Kibole PGE GKS śpiewali: “Kto nie skacze, ten z Żydzewa”.

Prawdę mówiąc z naszego sektora niewiele było słychać z tego, co krzyczeli (śpiewali) kibice z Bełchatowa, poza kilkoma uwagami odnośnie włodarzy Legii. Jednak okazuje się, że jeśli w Bełchatowie coś się dzieje nie tak, jakby sobie życzyli tego dziennikarzyny z GW, zawsze twierdzi się, że kibice GKS skandują to samo hasło.

Wyraz kibole występuje w trzech z czterech zdań w tym wstępie, pojawia się aż trzy razy. O jacy źli są ci kibole Legii – bo pojechali, bo wywiesili transparenty – “Nie płakałem po Wejchercie” i “Jebać ITI”, a kibole GKS to antysemici, którzy co mecz z Legią albo Widzewem skandują to samo hasło.

Okazuje się także, że nie powinno nas być na tym meczu. W takim razie dla kogo, kurwa mać, jest piłka nożna? Dla dziennikarzyn z GW? Dla piłkarzy? Działaczy?

GKS wpuścił 850 kiboli Legii na trybunę dla gości. Przez cały mecz kibole obrażali właścicieli klubu, wywiesili wulgarne transparenty. – Nie zwracałem na nie uwagi. Być może się pojawiły, ale ja niczego takiego nie widziałem – mówi Tomaszewski.

Przez cały mecz? Bez jaj. Góra kilkanaście razy, przez cały mecz był doping dla Legii. Wulgarne transparenty? Chodzi o to, że nie płaczemy po Wejchercie? Nasze prawo. Dziennikarzyny po Papieżu też nie płakali, nawołując do kupowania i noszenia koszulek z treścią “Nie płakałem po Papieżu”, co miało być poszanowaniem dla wolności słowa.

Nie wiem co zrobili kibice (o, przepraszam) – kibole – Legii Robertowi Błońskiemu, ale ten DZIENNIKARZYNA (a nie dziennikarz), w każdym swoim tekście wyzywa nas od kiboli, i twierdzi, że jesteśmy jacyś nieprawdopodobnie źli. Śmiem twierdzić, że swoje wypociny pisze na zamówienie włodarzy Legii – przez nas zwanych – okupantem.

Nie mam pojęcia co ja zrobiłem dziennikarzynie Błońskiemu, że nazywa mnie kibolem i zakazuje mi jeżdżenia na mecze Legii, widziałem gościa parę razy w Canal+ jak najeżdżał na kibiców Legii, aż go Smokowski z Twarowskim musieli uspakajać, bo aż mu piana z ust leciała i ciśnienie mu niebezpiecznie podskakiwało. Koniec końców przestano go (na szczęście) zapraszać do Ligi +. Gość zieje nienawiścią na samo hasło “kibice Legii”. Jak ma jakiś uraz (psychiczny) niech idzie z tym do lekarza, może da się to jeszcze leczyć, a w ramach kuracji nich omija Łazienkowską szerokim łukiem, a i na mecze Legii niech nie jeździ po Polsce, najlepiej jakby się przeniósł na Konwiktorską.

- W poniedziałek wystąpię do GKS o zapis monitoringu i imienną listę osób, która została wpuszczona na stadion, choć nie liczę, że ją otrzymam. Zgłoszę też sprawę do Komisji Ligi – mówi Ostrowski.

Chciałby koleś kolejnymi zakazami nas uraczyć, tylko za to, że byliśmy z Legią w Bełchatowie… A podobno mamy wolność, demokrację i takie tam, a tu, marzy im się miniony ustrój – zakazy, nakazy, restrykcje, inwigilacja…
Za co? – się kurwa pytam…

A teraz z innej beczki…

Działania ITI jakie są wie każdy. Zastanawia mnie tylko w jaki oni sposób zamierzają zapełnić cały (nowy) stadion na meczach z takimi potęgami jak Arka, Cracovia czy Odra? Od strony czysto sportowej poziom naszej piłki jest gdzieś tak, na poziomie… Azerbejdżanu. Mistrz naszego kraju nie może sobie poradzić w rywalizacji z drużynami z Gruzji czy Estonii. A dla przykładu w Lidze Mistrzów (z powodzeniem) występuje mistrz Rumuni, a także (z mniejszymi sukcesami) mistrz… Cypru!
I po kiego ludzie mają wydawać po sto złotych aby oglądać kopaninę, pozbawionych ambicji i woli walki grajków? Bo Miklas tak powiedział?

Kiedyś na mecze Legii nie chodziło się dla wyników (bo te bywały różne), chodziło się dla atmosfery, którą robili kibice – dziś przez dziennikarzyny zwanych kibolami, ale wtedy się kurwa podobało? Pięknie było jak oprawę z meczu z Valencią pokazywano na Eurosporcie i widział ją cały świat? Wtedy było pięknie? A teraz kiedy opraw nie ma, kiedy nie ma dopingu (z wiadomych względów) to już nie są najlepsi na świecie Ultrasi, kibice, tylko kibole?

Jedną z rzeczy jakich nienawidzę jest obłuda – i to właśnie stwierdzenie dedykuję dziennikarzynom pokroju Błońskiego, prezesinie Miklasowi i pozostałym ze stajni iti…
Po was też nie będziemy płakać!

Post a Comment

Your email is never shared.