Nie miałem najmniejszej ochoty wracać po długim weekendzie do Warszawy… Kilka dni poza domem kompletnie mnie rozleniwiły i sprawiły, że zamiast zatęsknić za domem, tęsknię aktualnie za ponownym wyjazdem… Cisza, spokój, zimne piwo i fajka wodna nabita aromatyzowanym tytoniem…
Jutro jednak ponownie praca, która coraz częściej działa mi na nerwy. Z pewnością duży (o ile nie olbrzymi i jedyny) wpływ na to ma fakt, że zatrudniony byłem do czegoś innego, a robię zupełnie inne rzeczy. Dlatego też każdego dnia wertuję ogłoszenia w poszukiwaniu ciekawych ofert pracy. W dodatku moje poszukiwania nowego zatrudnienia skupiają się głównie na województwie… opolskim…
Biorąc pod uwagę fakt, że można tam nabyć mieszkanie w cenie od 3 i pół tysiąca złotych za metr kwadratowy (a pewnie jak się dobrze poszuka, można trafić taniej), jest to dość poważny argument, przy cenach panujących w Warszawie i okolicach, które rozpoczynają się od ośmiu tysięcy za metr i pną się niebotycznie w górę…
Pomysły na wzięcie spraw we własne ręce i otworzenie firmy wciąż się nie kończą. Mam ich sporo, ale… No właśnie… Aby otworzyć firmę w mojej branży potrzebowałbym ze trzy pewne firmy, którym mógłbym zaoferować kompleksowe usługi informatyczne. Póki nie znajdę żadnej – nie ma tematu – bynajmniej w tej materii…
W innych są…
Zachciało mi się lokalu, z klimatem, i złocistym napojem serwowanym przy odpowiedniej muzyce i ceglanym wystroju sali. Tu jednak zniechęca mnie dość skutecznie Justi, która twierdzi, że lokali tego typu jest sporo i nie ma pewności, że nasz zapełni się klientami.
Nie ma.
Ale i nie ma pewności, że firmy w jej regionie zainteresowane są usługami informatycznymi kogoś z zewnątrz. Wiele bowiem usług tego typu wykonują znajomi i członkowie rodzin panów (i pań) prezesów, często specowi od komputerów wystarcza drobny upominek, innym razem zwykłe dziękuję, bowiem od wujka (cioci) nie wypada żądać pieniędzy. Pytanie tylko jak wykonana jest i jak funkcjonuje tego typu sieć robiona według opisu z czasopisma komputerowego Zrób to sam? Ostatnio miałem okazję zobaczyć na własne oczy plątaninę kabli telefonicznych z sieciowymi, router Linksys nigdzie niepodłączony (bo ktoś coś rozłączył) i także rozłączony modem DSL’a, w dodatku switch, który powinien być przymocowany do szafy, leżał sobie w gąszczu kabli na podłodze, podobnie jak patch panel… Burdel jednym słowem maksymalny – na całe szczęście nie musiałem tam nic robić poza podłączeniem routera do… przedłużacza, a tego z kolei do gniazdka sieciowego…
Zakładam sobie, że do końca roku zmienić powinienem firmę, w której pracuję. Jeśli to by się nie powiodło, od nowego roku otwieram własną, gdyż w tej atmosferze dłużej nie dam rady wysiedzieć… Szef, który czepia się o byle gówno, potrafi dzwonić do mnie około 21. by poinformować, że tego i tego dnia mam jechać tu i tu. Na szczęście telefonów o tej porze odbierać nie muszę (tak sądzę), mimo to… jutro poruszy ten temat, że dzwonił, a ja znowu nie odebrałem… Ale kurwa ja też mam prawo do prywatnego życia, do zabawy i imprez, i chuj go powinno obchodzić czemu akurat o 21. nie odbieram telefonów…
Pocieszam się też tym, że za około 47. dni znowu szykuje się dłuższy weekend i jeśli nic do tego czasu się nie zmieni, ponownie spędzę go poza Warszawą…
Póki co nie pozostaje mi nic innego jak znosić humory szefa („Nie chcem ale muszem”) i przygotowywać się do przejęcia kontroli nad własnymi losami…


