W dzieciństwie uważany byłem za trudne dziecko. Pamiętam, że kiedy miałem dwanaście lat, wraz z dwójką rówieśników, zawędrowałem aż pod radziecką granicę. O naszej eskapadzie, trwającej pięć dni huczała wtedy cała szkoła, a także radio i Warszawski Ośrodek Telewizyjny. Chociaż media nie tak bardzo jak nauczyciele i uczniowie mojej szkoły…
Pamiętam także, że od małego byłem nieposłusznym buntownikiem, to pozostało mi do dzisiaj. Nienawidzę podporządkowywać się komukolwiek i cały czas mam własne zdanie, którego nie zmieniam jak rękawiczek.
Mój najlepszy przyjaciel ze szkoły podstawowej już nie żyje… Zmarł w wieku szesnastu lat, cztery lata po naszej ucieczce z domu. Wiele wspólnie przeszliśmy, jednak kiedy powróciliśmy do szkoły, nasze drogi zaczęły się rozchodzić. On coraz częściej sięgał po proszki by wprowadzać się w inne stany świadomości, później zaczął zażywać narkotyki – te silniejsze, mnie z kolei nie interesował ten kierunek. Z pewnością właśnie to wpłynęło na zakończenie naszej przyjaźni. Bez kłótni, bez bijatyki, po prostu urwał się kontakt między nami tak nagle, jak nagle nastała nasza znajomość… Pozostałem samotnym buntownikiem…
Jeśli chodzi o nagłe zrywanie znajomości jest to chyba moja wrodzona cecha, podobnie jak ów bunt. Przez moje dotychczasowe życie przewinęło się masę ludzi, którzy mieli większy, lub mniejszy wpływ na moje losy. Dzisiaj ze znajomymi z lat młodzieńczych, nie utrzymuję już żadnego kontaktu. Podobnie jak z później poznanymi kobietami, z którymi tworzyłem lepsze bądź gorsze związki. Tak… Z pewnością jestem typem samotnika… Jednak to także nie jest takie oczywiste, wszak z Justyną jestem już ponad dwa lata i jakoś się nam układa, chociaż zawsze mogłoby być lepiej między nami.
Zrywam często kontakty bez słowa, gdyż tak jest lepiej. Kiedy czuję, że to jest właśnie ten moment, aby przerwać znajomość, najzwyczajniej przestaję się do kogoś odzywać. Nie to, żebym unikał danego osobnika, po prostu nie dzwonię, nie piszę, a skoro ten ktoś nie czyni tego samego w drugą stronę, znajomość się kończy.
Nie mam pojęcia co dzieje się z ludźmi z moich lat szkolnych, ani ze szkoły podstawowej, ani ze średniej. Z uczelni nawet nie pamiętam imion, poza jedną osobą, nie utrzymywałem z innymi bliższych kontaktów.
Ludzie boją się rozstań, pojawiają się łzy i pustka. W moim przypadku było podobnie, ale tylko jeden jedyny raz… W sytuacji kiedy moja była dziewczyna rozstała się ze mną, poczułem się odepchnięty i samotny. Nie trwało to jednak długo, jej miejsce zajęła inna, później kolejna, z którą jestem do dziś i wszystko układało się po mojej myśli.
Do tej pory to ja kończyłem wszystkie moje związki damsko-męskie, zazwyczaj z beznadziejnych powodów: raz, bo po prostu miałem zły dzień, rozstałem się z Anką, okłamując ją, że w moim życiu pojawiła się inna dziewczyna… Później bez słowa zerwałem znajomość z Agnieszką, gdyż jakoś tak mi wtedy było wygodniej. Z Moniką po prostu tak wyszło, może liczyłem, że w międzyczasie pojawi się w moim życiu ktoś inny – nie pojawił się wtedy i nie pojawił się już nigdy. Wiem, że dzisiaj Monika jest już mężatką i z pewnością nie żałuje tego, że wyszło jak wyszło, może nawet jest mi wdzięczna za to co zrobiłem.
Potem to ja byłem zostawiony po ponad sześciu latach związku z Majką, która w końcowej fazie naszego romansu przyprawiła mi rogi dość znacznych rozmiarów. Dziwne, że zamiast to ja ją zostawić – ona zostawiła mnie, gdyż w jej życiu pojawił się kolejny osobnik, na widok którego uginały jej się nogi w kolanach. Pozbierałem się dość szybko, możliwe, że przez fakt iż wyjątkowo szybko pojawiła się w moim życiu Magda… z którą nie zdążyłem stworzyć prawdziwego związku, a już miałem dość jej humorów i po dłuższej rozmowie uznaliśmy oboje, że w naszych planach na przyszłość jest zbyt wiele rozbieżności, ja miałem wyjeżdżać do Francji na pół roku, a ona nie wytrzymałaby tyle czasu sama. Dlatego między nami miała pozostać jedynie przyjaźń. Nie pozostała, podobnie jak i z mojego wyjazdu do krainy Żabojadów – nic nie wyszło.
Niespełna miesiąc później na mojej drodze życiowej stanęła Justyna. Do tej pory zmierzamy wspólnie, choć czasami osobno, przez życie. Mamy zbieżne plany i marzenia, które oboje chcemy zrealizować. Nie wiem jednak jak zakończy się ta historia, bowiem zbyt wiele pozostaje jeszcze znaków zapytania, a i ona czasami wydaje się jakoś niezdecydowana co do naszej wspólnej przyszłości…
Życie bywa dziwne, przeżyłem już nie mało na tym świecie, i sporo widziałem, mam zatem pokaźnych rozmiarów bagaż doświadczeń, który zarzuciwszy na ramię, targam niczym wór. Prezentów w nim próżno jednak szukać, nie jest to wór Mikołaja w czerwonym stroju i siwą brodą, a mój własny, wypchany wspomnieniami, tymi lepszymi i tymi gorszymi Jednak kiedy, co jakiś czas, patrzę w przeszłość, niewiele bym zmieniał w swoim życiu, gdyż dzięki temu co przeżyłem, poznałem granice swojej wytrzymałości, i stawiłem czoła wyzwaniom i problemom na jakie się napatoczyłem.
* * * T H E E N D * * *


