Swego czasu, dawno temu, wykorzystywałem na swoich stronach wiadomości, które pochodziły z innych serwisów, na których zostały opublikowane, zawsze podawałem źródło ich pochodzenia, a jeśli był podawany autor, także i to uwzględniałem. Jednak po liście od administratora domeny one.pl, który zapytał mnie grzecznie czy posiadam odpowiednie pozwolenia na publikację „cudzych” materiałów, gdyż mogę zostać posądzony o łamanie prawa autorskiego, grzecznie odpowiedziałem, że nie, i na tym zakończyłem swoją przygodę w serwis informacyjny…
Dzisiaj, kiedy przeglądam odpowiednie licencje, celem wyboru najodpowiedniejszej dla serwisu jaki tworzę (ponownie serwis informacyjny) napatoczyłem się na artykuł 25. prawa autorskiego:
1. Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie radiu i telewizji:
1) już rozpowszechnione
a) sprawozdania o aktualnych wydarzeniach,
b) aktualne artykuły na tematy polityczne, gospodarcze lub religijne, chyba że zostało wyraźnie zastrzeżone, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione,
c) aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie,
2) krótkie wyciągi ze sprawozdań i artykułów, o których mowa w pkt. 1 lit. a) i b),
3) przeglądy publikacji i utworów rozpowszechnionych,
4) mowy wygłoszone na publicznych zebraniach i rozprawach; nie upoważnia to jednak do publikacji zbioru mów jednej osoby,
5) krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów.
2. Za korzystanie z utworów, o których mowa w ust.1 pkt 1 lit. b) i c), twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.
3. Rozpowszechnianie utworów na podstawie ust. 1 jest dozwolone zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu
Zatem poza punktem 2. spełniałem wszystkie powyższe. Mimo to, serwis zniknął…
Załóżmy jednak, że skoro modna formułka pojawiająca się na niektórych stronach głosi Wszelkie prawa zastrzeżone, a po szczegółowym przyjrzeniu się pojawi się np. coś takiego:
Ograniczenia w używaniu TreściTreść Strony oraz związane z nią prawa autorskie i inne prawa własności intelektualnej należą do *** lub dostarczycieli Treści. Niniejszym udzielamy Państwu pozwolenia na dostęp do Strony i wydrukowanie Treści jako zapisu Państwa odwiedzin. Bez uprzedniej wyraźnej pisemnej zgody *** zabronione jest jakiekolwiek inne używanie Strony i jej Treści, w tym modyfikacja, publikacja, przekazywanie, tworzenie dzieł pochodnych, włączanie do innych stron internetowych lub powielanie Strony lub Treści (w drodze łączenia, ramkowania czy też jakąkolwiek inną metodą). (pogrubienie pochodzi ode mnie)
to czy, użytkownik wchodzący na tego typu stronę z włączoną pamięcią podręczną jakiekolwiek przeglądarki internetowej, popełnia świadomie – bądź nie – przestępstwo?!
Dlaczego?
Ano dlatego, że jego przeglądarka zapisuje na dysku kopię strony internetowej, a zatem strona lub (i) treść zostaje powielona!
Piszę o tym dlatego, że męczą mnie coraz to głupsze licencje i ograniczenia wynikające z korzystania z programów, stron itp cudów techniki. Rozumiem, że każdy twórca chciałby zbić majątek jak pewien Bill, ale nie dajmy się zwariować!
Osobiście płacę co roku za jedno jedyne oprogramowanie – Football Manager, cała pozostała część programów (łącznie z systemem operacyjnym) jest bezpłatna i legalna na różnorakich licencjach GNU (GPL, LGPL). Nikt mi jednak nie zabrania skopiować jakiś program znajdujący się na moim komputerze (poza wspomnianym Managerem) i zainstalowanie go na komputerze znajomego, klienta lub kogoś tam jeszcze zupełnie przypadkowego i obcego, pod warunkiem, że przedstawię mu licencję GNU/GPL, na której jest ów program; co więcej – za czynność tą mogę pobrać stosowną opłatę, działając przy tym w pełni legalnie.
Tymczasem w pościgu za przestrzeganiem praw autorskich dobrnęliśmy do sytuacji, w której niemożliwe staje się na dobrą sprawę przeglądanie stron wielkich portali informacyjnych, gdyż w każdej chwili mogą zapukać nam do drzwi panowie w czarnych mundurkach i zapytać co na naszym dysku robią kopie stron internetowych takich to, a takich portali. I co? Jajo… Nieznajomość prawa nie chroni przed odpowiedzialnością, podobnie sąd może nie przyjąć tłumaczenia, że przeglądarka sama zapisywała dane pochodzące ze stron, które przeglądaliśmy.
Było wyłączyć tę opcję…
Sam piszę różnego rodzaju aplikacje internetowe, jeśli na jakiejś zarabiam pieniądze to fajnie, jeśli jednak coś mogę zrobić na licencji GNU/GPL to tym lepiej dla mnie, gdyż zwiększa się zainteresowanie takim programem, a jednocześnie wpływa na reklamę, i coś co robię już za pieniądze może znaleźć więcej potencjalnych nabywców.
W nowym serwisie, który tworzę (ciągle i mozolnie) podstawową zasadą będzie copyleft a nie copyright; oznacza to, że wszelkie materiały publikowane na stronach będą dostępne na jednej podstawowej licencji Creative Commons (CC), a różnić się będą jedynie rodzajami licencji. Każdy artykuł, każdy materiał objęty będzie podstawową licencją CC-BY (uznanie autorstwa), a od użytkownika publikującego w serwisie zależeć będzie, czy do tego doda inne obostrzenia. Jeśli tak, to super, w końcu to on jest autorem, jeśli nie to jeszcze lepiej, gdyż każdy będzie mógł z tego dowolnie korzystać. Zresztą kopiowanie i rozpowszechnianie materiałów ze stron serwisu będzie ogólnodostępne, pamiętać jedynie należy o uznaniu autorstwa.
Gdzieś, dawno temu wyczytałem, że jako pierwsi z wolności internetu skorzystali informatycy udostępniając wolne oprogramowanie, tylko dlatego, że to oni jako pierwsi zetknęli się z siecią internet. Pozostali twórcy jeszcze do tej sytuacji nie dorośli, aczkolwiek trafiają się rodzynki (autorzy, muzycy), którzy część swoich prac publikują na zasadach wolnościowych licencji, ale i pozostali kiedyś dojrzeją i wychodząc na przeciw społecznym oczekiwaniom zrobią ukłon w kierunku społeczności internetowej, która zamiast płacić autorowi X za jego książkę, woli przeczytać powieść autora Y legalnie (i za darmo!) skopiowaną z jego strony domowej…
Póki co w pogoni za obostrzeniami i zakazami fanatycy ochrony praw autorskich zagonili się w kozi róg…


