Jeśli ktoś sądzi, że uda się zmienić zarząd PZPN tylko dlatego, że na meczu ze Słowacją nie było ponad czterdziestu pięciu tysięcy, a jedynie pięć tysięcy, to… jest w błędzie. Jeden – nic dla nas – piłkarsko nieznaczący mecz, nie jest w stanie, choćby skruszyć, skostniałych struktur PZPN, a jeśli nawet to co to da? Nic…
Winę za obecną sytuację w PZPN, jak i w innych instytucjach państwowych, ponoszą negocjatorzy zasiadający swego czasu przy meblu – okrągłym stole, którzy zamiast wybrać drogę, którą później poszli Czesi, dogadali się z ustępującymi komunistami. Nie przeprowadzono dekomunizacji na urzędniczych stanowiskach, dzięki czemu beton twardniał.
Stwardniał do tego stopnia, że zarządzający PZPN Marian Dziurowicz był nietykalny, a kiedy odszedł, miejsce jego zajął inny – namaszczony przez niego – Michał Listkiewicz. Ktoś ich jednak wybierał, obowiązywały jakieś reguły tak, jak to miało miejsce w przypadku ostatniego, dokonanego wyboru Grzegorza Laty.
Wybierają ich ludzie – działacze – z Okręgowych Związków Piłki Nożnej, często ich korzenie sięgają minionej epoki, ale w kilku przypadkach z pewnością są to już młodsi działacze, choć i oni zostali przez kogoś namaszczeni. Działacze OZPN wybierają takiego prezesa PZPN, który zagwarantuje im status quo, nikt przecież nie zgodzi się na to, aby ktoś obcy pozbawił ich pełnionych funkcji, nie zgodzą się na żadne rewolucyjne zmiany, bowiem za dobrze jest im na obecnych stołkach, i za dobrze jest im w obecnej sytuacji.
Po finałach Mistrzostw Świata w Niemczech, należałem do mniejszości broniącej Pawła Janasa.
Dlaczego?
Kiedy przejmował on reprezentację Polski, była ona na 26. miejscu w rankingu FIFA, kiedy z niej odchodził na 16. Leo Benhakker zostawił ją na 36. miejscu, a po serii trzech porażek z rządu z pewnością spadliśmy w okolice 50. miejsca.
Po spotkaniu z Czechami ekspert TVP Jerzy Engel starał się bronić Majewskiego twierdząc, że to jest nowa reprezentacja, że ci zawodnicy grali ze sobą po raz pierwszy, że nowy trener, że nowa kadra, że nowa taktyka i w ogóle, trudno w takich warunkach o fantastyczną grę i zwycięstwo. Jednak na pytanie Szczęsnego, dlaczego w takim razie PZPN wybrał Majewskiego i naciskał na zmianę kadrowiczów, Engel już nie potrafił odpowiedzieć… Równie dobrze, skoro PZPN już nie wierzył w awans przed spotkaniem w Pradze, należało wybrać jedną z dwóch poniższych opcji, a które byłyby z pewnością korzystniejsze dla polskiej piłki niż to, co zadecydował zarząd PZPN:
- pozostawić Benhakkera, wszak gorzej być już nie mogło…
- skoro jednak miały być zmiany, to zamiast mianować „tymczasowego” selekcjonera, można było od razu zdecydować się na tego, który będzie miał wolną rękę przy selekcji i przy budowie drużyny, która za dwa i pół roku będzie rywalizować z najlepszymi reprezentacjami naszego kontynentu…
Jednak PZPN wybrał… najmniejsze zło dla siebie. Majewski był gwarantem, na posłuszne wypełnianie zaleceń Laty, Piechniczka i Engela.
Na marginesie, tak bardzo krytykowany, Listkiewicz ma na swoim koncie dwa finały Mistrzostw Świata (Korea i Niemcy) oraz nominację dla Benhakkera, który po raz pierwszy w historii wprowadził naszą reprezentację do finałów Mistrzostw Europy, a co ma Lato? Zimę na jesieni… Burdel w kadrze, i miejsce w grupie tuż przed… San Marino!
Po losowaniu grup, wszyscy kibice uznali, że mamy bardzo łatwą drogę do RPA, że największym problemem mogą być dla nas Czesi, ale przy odrobinie szczęścia istniała wielka szansa na awans z pierwszego miejsca. Dzisiaj, kiedy eliminacje w naszej grupie już się zakończyły, i przypominając sobie formę jaką prezentowali nasi rywale, jestem skłonny stwierdzić, iż reprezentacja Polski powinna wygrać grupę bez straty choćby punktu! Nasi rywale to cienkie Bolki, którzy nie prezentowali niczego nadzwyczajnego, grali piach i każdy nawet – zwycięzca grupy – Słowacja, powinna dostać kilka bramek do przerwy w obu spotkaniach, a po przerwie należałoby ją jedynie dobić.
W naszej grupie eliminacyjnej nie było Portugalii, nie było też Anglii, z którą wygraliśmy rywalizację w grupie i awansowaliśmy bezpośrednio do finałów Mistrzostw Świata w Niemczech, mimo iż z Anglikami przegraliśmy oba spotkania!
Wczoraj obserwowaliśmy koniec reprezentacji, która uczestniczyła w trzech, z czterech ostatnich wielkich imprez (MŚ Korea 2002, MŚ Niemcy 2006, ME Austria i Szwajcaria 2008). Zabrakło nas jedynie na ME w Portugalii w 2004 roku, i podziękować za to, w głównej mierze, należy… Zbigniewowi Bońkowi, który – jako trener – był taką samą pomyłką jak obecny „tymczasowy” Majewski.
Nadal uważam, że wprowadzenie komisarza, wraz z prokuratorem, do PZPNu powinno nastąpić w dniu otwarcia ME w roku 2012, wtedy nikt nam nie odbierze tej imprezy, a ewentualne wykluczenie polskich drużyn z europejskich pucharów, powinno wyjść nam jedynie na dobre. Nie uświadczymy porażek z drużynami z Estonii, Gruzji czy Litwy, bo mistrz naszego kraju w konfrontacji z mistrzem Cypru nie miałby najmniejszych szans, i zostałby rozgromiony (mistrz Cypru już drugi raz z rzędu uczestniczy w rozgrywkach Ligi Mistrzów!). Wykluczenie polskich drużyn klubowych, to dla nich także niewielka strata finansowa, i tak swoją rywalizację kończą, dość często, w fazach eliminacyjnych, których to spotkań (jak to miało miejsce w tym sezonie) nie chce pokazywać żadna stacja telewizyjna!
Następnie należałoby ograniczyć liczbę drużyn w Ekstraklasie, I i II lidze do 12. zespołów, podniosłoby to poziom polskiej piłki, gdyż nie uświadczylibyśmy już spotkań na takim poziomie, jak choćby w niedawnym pojedynku Cracovia – Zagłębie Lubin, a z pewnością nie pod patronatem Ekstraklasy…


