Zwolniono Urbana z Legii – w końcu. Zatrudniono Stefana Białasa – niestety…
Kiedy ogłoszono publicznie i oficjalnie, kto zostanie nowym szkoleniowcem Legii, odniosłem wrażenie, że nie jest to dobry wybór. Przewinąłem zatem zwoje w swoim mózgu do lat 1998-1999 i już wiem, dlaczego – kiedy odszedł z Legii po zajęciu 3. miejsca w lidze, – byłem szczęśliwy. Wszystko przez wyniki jakie osiągał z Legią w tamtym okresie.
Najbardziej utkwiły mi porażki z Wisłą Kraków (1-2, 1-4!!), remisy u siebie z drużynami z końcówki tabeli, oraz… seria sześciu (!sic) spotkań bez zwycięstwa!
Oczywiście, wtedy większość drużyn w naszej lidze grała systemem 3-5-2 – także Legia, chociaż pod Krakowem zagrała… 3-6-1 (pamiętam jeszcze bramkę Karwana na 1:1) między innymi stąd taki wpierdziel. Nie pamiętam już za bardzo stylu w jakim Legia grała mecze, ale pamiętam wyniki z tego okresu, które utkwiły mi w pamięci na tyle, żebym bardzo sceptycznie podchodził do nominacji Białasa na ponownego trenera Legii.
Pocieszające było to, że po nim drużynę przejął Kopa, który w lidze zajął dopiero 4. miejsce, a wyniki były równie tragiczne, ale po tej dwójce “speców” zatrudniono w końcu Dragomira Okukę, dzięki któremu Legia zaczęła grać i wygrywać, chociaż nie prezentowała finezyjnej gry.
Do tego jednak zmierzam…
Piłka nożna, to nie jest łyżwiarstwo figurowe na lodzie. Tu nie chodzi o piękną i porywającą grę, a o końcowe rezultaty spotkań. Co mi z płynnych, składnych akcji, skoro w ostateczności drużyna przegrywa mecz? W tym (mniej więcej) okresie reprezentację Norwegii prowadził Egil “Drillo” Olsen, którego drużyna grała, najnudniejszą, najbrzydszą piłkę na świecie (poza naszą oczywiście), a mimo to wynikami powalał na kolana. Potrafił urywać punkty Włochom w eliminacjach, awansować na mundial w Stanach w 1994 i we Francji w 1998 roku (i to po tym turnieju Olsen zrezygnował z dalszej pracy z kadrą). Gra była banalnie prosta, murowanie własnej bramki, długa piłka na wysuniętego napastnika, albo on strzelał, albo zgrywał piłkę do niższych, ofensywnych pomocników, którzy kończyli “akcję” strzałem. Ta prostota w grze była największym atutem Norwegów.
Jednak Stefan Bialas, starał się na siłę odkryć koło, Legia miała grać pięknie, a przede wszystkim skutecznie, ale i to nie wychodziło…
11. kolejka 3 X '98 ŁKS (11) - Legia 1-1 12. kolejka 18 X '98 Legia - Górnik (7) 0-1 13. kolejka 25 X '98 Pogoń (13) - Legia 3-1 14. kolejka 31 X '98 Legia - Odra (14) 0-0 15. kolejka 14 XI '98 Polonia (5) - Legia 0-0 16. kolejka 28 II '99 Zagłęnie L. (8) - Legia 0-0
w nawiasach miejsce drużyny na koniec sezonu.
Dopiero w następnym spotkaniu Legia pokonała u siebie Stomil Olsztyn (9) 1-0.
Na koniec sezonu Legia zdobyła 41 bramek co, pod tym względem, dawało jej dopiero 5. miejsce w lidze; straciła ich 25 i pod tym względem lepsza była tylko krakowska Wisła, która straciła 23 bramki (przy 75 strzelonych!)
Ze skutecznością było zatem nie najlepiej, podobnie jak i z wynikami…
Z drużynami ze środka i końca tabeli, w spotkaniach tylko przy Łazienkowskiej, Legia straciła aż 11. punktów! Na wyjazdach było lepiej – strata (zaledwie) 10. punktów.
To właśnie strata tych punktów zadecydowała o nie wywalczeniu tytułu Mistrza Polski, gdyby dodać te punkty do końcowego wyniku Legii, miałaby ona 77. punktów, dzięki czemu wyprzedziłaby ona Wisłę o 4. punkty.
Jednak Legia od dawien dawna, ma problemy ze słabszymi drużynami, jak z nimi wygrywa, to przegrywa z czołówką ligi, jak wygrywa z czołówką, traci punkty ze słabeuszami.
W tym sezonie Legia też straciła już wiele punktów z ogórkami naszej ligi, mimo iż z czołówką potrafiła sobie poradzić. Jeżeli Stefanowi Białasowi nadal będzie ciężko wygrywać z drużynami z dołu tabeli, to w tym sezonie berło i korona nie zawita na Legię…
Zatrudnienie Stefana Białasa było zamydleniem oczu kibicom i dziennikarzom, w gruncie rzeczy chodziło o to, że jest to tani w utrzymaniu szkoleniowiec. Odpada opłata za wynajęcie mieszkania służbowego, podobnie jak i zbędny może być służbowy samochód, a skoro kontrakt także długi nie jest, nie jest on też z pewnością zbyt wysoki.
Szkoda także, że ludzie w naszym kraju mają wyjątkowo krótką pamięć (11. lat dla nich to już prehistoria) i nie pamiętają jak wieszali psy na trenerach, których teraz witają jak zbawców, ale nie tylko trenerów, ale i polityków także: znienawidzonego przez cały kraj premiera Buzka z AWS wybrano do parlamentu europejskiego z ramienia PO; karierowiczów PO (dezerterów z AWS i UW) obdarzają jakimś nieprawdopodobnym poparciem mimo iż wcześniej nie chcieli nawet splunąć w ich kierunku; Niesiołowskiego, który przekręcił się o 180 stopni z narodowego katolika, na globalistę i liberała (zamienił ZChN na PO), bo babranie się w muszkach przez 4. lata było dla niego uwłaczające jego ambicjom politycznym i wybrano go na senatora.
Przykładów tych można ciągnąć dalej, ale wracając do piłki, w Wiśle zatrudniono trenera, którego wcześniej wywalono na zbity pysk za słabe wyniki, a który ciągał klub po sądach o odszkodowanie za zerwanie z nim kontraktu, za co na stadion Wisły miał zakaz wstępu! Teraz ma być zbawcą tego klubu…
Wszystko to przypomina jakąś chorą grę pozorów, z którego na koniec i tak wyjdzie jedno wielkie… gówno, czytaj porażki w europejskich pucharach z potęgami z Gruzji, Estonii, Łotwy itp. itd…


