Dzisiaj załatwiłem sobie drugą pracę… Wystarczyło kilka minut rozmowy i zdystansowałem wczorajszych kandydatów… Miło było usłyszeć, że nikt z wcześniejszych osób nie wywarł specjalnego wrażenia na pani dyrektor. Mi to się udało, nawet nie miałem żadnych testów ani podchwytliwych pytań zadawanych przez administratora. Moja wiedza jest zatem doceniana… Szkoda tylko, że przez obcych…
Tekst matki do ciotki:
– Drugą robotę sobie załatwił…
Nie zabrzmiało to jak słowa dumnej matki, a coś w rodzaju:
– Widzisz tego debila, kolejną robotę ma…
Natomiast siostra, wybrała się na prawo jazdy i dzisiaj pierwszy raz ruszyła samochodem, z niej matka jest dumna i cieszy się, że jest taka wspaniała i w ogóle. Zapomniała jak kilka miesięcy temu siostra wyzwała ją od najgorszych i robiła to regularnie co jakiś czas… I pewnie jeszcze nie raz zrobi, ale co tam…
– Nie przejmuj się, masz teraz nową rodzinę – pociesza mnie Justi…
Ma rację…
Jej rodzina zupełnie inaczej do mnie podchodzi, a przyszli teściowie są naprawdę kapitalni… Zresztą pomogli mi bardzo, a w sumie jestem dla nich na dobrą sprawę obcą (jeszcze) osobą… Miłe jest to, że są dumni ze mnie, że bez problemu znajduję teraz prace, i jeśli wszystko będzie przebiegało tak jak do tej pory, w okolicach marca otworzę (ponownie) własną firmę…Co prawda zaganiany jestem niesamowicie, wychodzę o 6:30 wracam w okolicach 19-20, czasami jeszcze później, a póki co nie odczuwam tego finansowo, ale pod koniec października mam nadzieję poczuję to w kieszeni…
Dobrze, że jutro zamiast do siedziby firmy (w której pracuję od miesiąca) jadę do jej klienta kończyć rozpoczętą ze dwa tygodnie temu rekonfigurację sieci i oprogramowania… Wcześniej szkolenie, i po drodze jeszcze jeden klient (tym razem mój prywatny), któremu mam pozmieniać hasła do sklepu internetowego tak by poprzedni informatyk nie miał możliwości dostępu (przynajmniej tak to zrozumiałem z jego wypowiedzi)… Zastanawia mnie tylko czy ten klient posiada hasła do serwera www i ftp, jeśli nie… trochę mi się z tym zejdzie… Wszak będę musiał dzwonić do firmy hotującej, ewentualnie pisać do nich maile celem wygenerowania haseł…
A i od poniedziałku zaczynie być ciekawie…
- 08:00 szkolenie, które oficjalnie trwać powinno do godziny 13:00, ale…
- 10:30 wizyta w firmie, do której dzisiaj mnie przyjęto, podczas której nastąpi prezentacja mojej osoby innym pracownikom, podpisanie umowy o współpracy i wręczenie haseł
- 12:00-13:00 wizyta w Urzędzie celem przedłożenia relacji z odbywającego się szkolenia…
- 14:00 muszę zameldować się w drugiej firmie, w której spędzę czas do godziny 18:00
Czeka mnie istny wyścig z czasem i wędrówka po Warszawie:
Praga – Żoliborz – Wola – Żoliborz.
Najlepszym rozwiązaniem byłoby odpuszczenie tego dnia szkolenia i zameldowanie się w Urzędzie, wtedy miałbym kupę czasu między jedną firmą a drugą… To rozwiązanie byłoby idealne gdyby nie fakt, że… sporo już opuściłem dni, i od pewnego czasu notorycznie w poniedziałki się nie pojawiam…
Skoro tak, to jaki sens jest pojawiać się w ostatni poniedziałek szkolenia?


