0
16 Marzec 2010

Gra pozorów…

Zwolniono Urbana z Legii – w końcu. Zatrudniono Stefana Białasa – niestety…
Kiedy ogłoszono publicznie i oficjalnie, kto zostanie nowym szkoleniowcem Legii, odniosłem wrażenie, że nie jest to dobry wybór. Przewinąłem zatem zwoje w swoim mózgu do lat 1998-1999 i już wiem, dlaczego – kiedy odszedł z Legii po zajęciu 3. miejsca w lidze, – byłem szczęśliwy. Wszystko przez wyniki jakie osiągał z Legią w tamtym okresie.

Najbardziej utkwiły mi porażki z Wisłą Kraków (1-2, 1-4!!), remisy u siebie z drużynami z końcówki tabeli, oraz… seria sześciu (!sic) spotkań bez zwycięstwa!

Oczywiście, wtedy większość drużyn w naszej lidze grała systemem 3-5-2 – także Legia, chociaż pod Krakowem zagrała… 3-6-1 (pamiętam jeszcze bramkę Karwana na 1:1) między innymi stąd taki wpierdziel. Nie pamiętam już za bardzo stylu w jakim Legia grała mecze, ale pamiętam wyniki z tego okresu, które utkwiły mi w pamięci na tyle, żebym bardzo sceptycznie podchodził do nominacji Białasa na ponownego trenera Legii.

Pocieszające było to, że po nim drużynę przejął Kopa, który w lidze zajął dopiero 4. miejsce, a wyniki były równie tragiczne, ale po tej dwójce “speców” zatrudniono w końcu Dragomira Okukę, dzięki któremu Legia zaczęła grać i wygrywać, chociaż nie prezentowała finezyjnej gry.

Do tego jednak zmierzam…

Piłka nożna, to nie jest łyżwiarstwo figurowe na lodzie. Tu nie chodzi o piękną i porywającą grę, a o końcowe rezultaty spotkań. Co mi z płynnych, składnych akcji, skoro w ostateczności drużyna przegrywa mecz? W tym (mniej więcej) okresie reprezentację Norwegii prowadził Egil “Drillo” Olsen, którego drużyna grała, najnudniejszą, najbrzydszą piłkę na świecie (poza naszą oczywiście), a mimo to wynikami powalał na kolana. Potrafił urywać punkty Włochom w eliminacjach, awansować na mundial w Stanach w 1994 i we Francji w 1998 roku (i to po tym turnieju Olsen zrezygnował z dalszej pracy z kadrą). Gra była banalnie prosta, murowanie własnej bramki, długa piłka na wysuniętego napastnika, albo on strzelał, albo zgrywał piłkę do niższych, ofensywnych pomocników, którzy kończyli “akcję” strzałem. Ta prostota w grze była największym atutem Norwegów.

Jednak Stefan Bialas, starał się na siłę odkryć koło, Legia miała grać pięknie, a przede wszystkim skutecznie, ale i to nie wychodziło…

11. kolejka	 3 X '98	ŁKS (11) - Legia	1-1
12. kolejka	18 X '98	Legia - Górnik (7)	0-1
13. kolejka	25 X '98	Pogoń (13) - Legia	3-1
14. kolejka	31 X '98	Legia - Odra (14)	0-0
15. kolejka	14 XI '98	Polonia (5) - Legia	0-0
16. kolejka	28 II '99	Zagłęnie L. (8) - Legia	0-0

w nawiasach miejsce drużyny na koniec sezonu.

Dopiero w następnym spotkaniu Legia pokonała u siebie Stomil Olsztyn (9) 1-0.
Na koniec sezonu Legia zdobyła 41 bramek co, pod tym względem, dawało jej dopiero 5. miejsce w lidze; straciła ich 25 i pod tym względem lepsza była tylko krakowska Wisła, która straciła 23 bramki (przy 75 strzelonych!)

Ze skutecznością było zatem nie najlepiej, podobnie jak i z wynikami…
Z drużynami ze środka i końca tabeli, w spotkaniach tylko przy Łazienkowskiej, Legia straciła aż 11. punktów! Na wyjazdach było lepiej – strata (zaledwie) 10. punktów.
To właśnie strata tych punktów zadecydowała o nie wywalczeniu tytułu Mistrza Polski, gdyby dodać te punkty do końcowego wyniku Legii, miałaby ona 77. punktów, dzięki czemu wyprzedziłaby ona Wisłę o 4. punkty.

Jednak Legia od dawien dawna, ma problemy ze słabszymi drużynami, jak z nimi wygrywa, to przegrywa z czołówką ligi, jak wygrywa z czołówką, traci punkty ze słabeuszami.

W tym sezonie Legia też straciła już wiele punktów z ogórkami naszej ligi, mimo iż z czołówką potrafiła sobie poradzić. Jeżeli Stefanowi Białasowi nadal będzie ciężko wygrywać z drużynami z dołu tabeli, to w tym sezonie berło i korona nie zawita na Legię…

Zatrudnienie Stefana Białasa było zamydleniem oczu kibicom i dziennikarzom, w gruncie rzeczy chodziło o to, że jest to tani w utrzymaniu szkoleniowiec. Odpada opłata za wynajęcie mieszkania służbowego, podobnie jak i zbędny może być służbowy samochód, a skoro kontrakt także długi nie jest, nie jest on też z pewnością zbyt wysoki.

Szkoda także, że ludzie w naszym kraju mają wyjątkowo krótką pamięć (11. lat dla nich to już prehistoria) i nie pamiętają jak wieszali psy na trenerach, których teraz witają jak zbawców, ale nie tylko trenerów, ale i polityków także: znienawidzonego przez cały kraj premiera Buzka z AWS wybrano do parlamentu europejskiego z ramienia PO; karierowiczów PO (dezerterów z AWS i UW) obdarzają jakimś nieprawdopodobnym poparciem mimo iż wcześniej nie chcieli nawet splunąć w ich kierunku; Niesiołowskiego, który przekręcił się o 180 stopni z narodowego katolika, na globalistę i liberała (zamienił ZChN na PO), bo babranie się w muszkach przez 4. lata było dla niego uwłaczające jego ambicjom politycznym i wybrano go na senatora.

Przykładów tych można ciągnąć dalej, ale wracając do piłki, w Wiśle zatrudniono trenera, którego wcześniej wywalono na zbity pysk za słabe wyniki, a który ciągał klub po sądach o odszkodowanie za zerwanie z nim kontraktu, za co na stadion Wisły miał zakaz wstępu! Teraz ma być zbawcą tego klubu…

Wszystko to przypomina jakąś chorą grę pozorów, z którego na koniec i tak wyjdzie jedno wielkie… gówno, czytaj porażki w europejskich pucharach z potęgami z Gruzji, Estonii, Łotwy itp. itd…

0
2 Grudzień 2009

Nie dla ITIotów…

nie dla itiotow

0
30 Listopad 2009

Nie płakałem po Wejchercie!

Wróciłem do domu po 21. Umyłem się, łyknąłem proszki od bólu głowy, zdałem dziewczynie relację z wyjazdu i poszedłem spać. Całą niedzielę przeleżałem w łóżku racząc się serialami pod tytułem: “Wielkie derby, wielkiej piłki”. Najpierw mój ulubiony Arsenal przegrał u siebie z Chelsea, później inny klub, który darzę sympatią – Barcelona – wygrała z Realem po wielkiej bitwie na Camp Nou. Jednak i tak, najbardziej uwielbianą i ukochaną moją drużyną była, jest i będzie Legia.
więcej »

0
11 Listopad 2009

Polska SuperLiga

Polska SuperLigaJako, że jestem ogromnym zwolennikiem zmniejszenia naszej Ekstraklasy do 12. drużyn (szerzej o tym pisałem tutaj), i jako, że najnowsza odsłona Football Manager’a 2010 dała mi możliwość wprowadzenia zmian w strukturach ligi oraz rozgrywek pucharowych, postanowiłem zreorganizować nasze rozgrywki, wzorując je na rozgrywkach… brytyjskich – zarówno szkockich, jak i angielskich.
więcej »

0
24 Październik 2009

Windows 7 lepszy od Linuksa?

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie warto jest czytać artykułu autorstwa Adriana Nowaka, gdyż jedynej rzeczy jakiej się człek dowie o nowym produkcie MS jest to, że… istnieje możliwość grupowania aplikacji na pasku.

Tyle tylko, że taka funkcjonalność istniała już w Windowsie XP, a i w KDE także istnieje, i zawsze jest przeze mnie wyłączana. Chyba, że chodzi o coś innego, jak tak to sorry bardzo, ale jakoś nie przekonał mnie ani tytuł wpisu, ani tym bardziej jego zawartość.

Pokusiłbym się o inne stwierdzenie – dlaczego Windows 7 jest lepszy od Linuksa?

Jako skromny użytkownik systemów Linuksowych, z którymi jestem nieprzerwanie od blisko dziesięciu lat, który w swoim życiu przetestował całą masę różnych dystrybucji (z których najbardziej zauroczył mnie Debian i jego młodsze – pięcioletnie już – dziecko – (K-)Ubuntu), jako osoba, która od zawsze narzekała na Windowsa, czy to był 95, 98, XP czy nawet ostatnio Vista, oświadczam, że w końcu Microsoft wydał przyzwoity system operacyjny na komputery klasy PC!

Dlaczego?

Dlatego, iż Seven jest bezpośrednim (i naturalnym) następcą Windowsa XP. Ktoś zauważył, że nowy system operacyjny MS chodzi tak, jak XP lub nawet lepiej.
Niestety nie jest to do końca prawdą.

Osoby, które posiadają już najnowszy produkt Microsoftu, prawdopodobnie mają komputery, które lepiej bądź gorzej, ale były w stanie uruchomić Vistę (ja swój nabyłem z preinstalowaną Vistą Home Premium; 3GB RAM, dwurdzeniowy procesor Intela i NVidia 8600GT 512MB) gwarantowało to “prawidłowe” działanie owego systemu. Siódemka wymagania sprzętowe ma mniejsze, ale i tak są one większe, niż miało to miejsce w przypadku XP, stąd wrażenie, że system działa szybciej i sprawniej niż XP (jeszcze bez SP1).

Jeśli wierzyć miernikom dostępnym w systemach Vista i Windows 7, to w tym pierwszym systemie zużywana była pamięć w okolicach 50-55%, natomiast użycie procesora oscylowało w granicach 40-80%. Nowy produkt MS (przy otwartych 20. zakładkach w Firefoxie 3.5, pobieraniu obrazu płyty Ubuntu 9.10 wykorzystuje procesor w 3-14%, pamięć… w 30%!
Zresztą zużycie ilości pamięci po uruchomieniu systemu nie przekracza 25%, w moim przypadku wynosi ono najczęściej 20-22%.

Oznacza to iż Vista, zaraz po uruchomieniu, pochłaniała nawet do 1.65GB RAMu, natomiast 7 zużywa jej (maksymalnie, także zaraz po uruchomieniu) 675MB. Różnica wynosi blisko 1GB!

Dodam, że w obu przypadkach posiadałem zainstalowane (w większości) te same aplikacje: MS Office, OpenOffice, Firefox, Nero, GOMPlayer, kilka różnych gier, Tlen. Po prostu w Windows 7 doczekaliśmy się tego, co od dawna podziwiałem w systemach Linuksowych – nie używane aplikacje, nie zużywają zasobów systemowych komputera (poza miejscem na dysku twardym).

Kolejnym plusem przemawiającym za Windows 7 jest to, że zaraz po zainstalowaniu systemu możemy oglądać filmy kodowane w DivX, Xvid itp. Oczywiście Media Player nie obsłuży napisów, chociaż wydaje się, że jest do tego przystosowany; jednak dostępność kodeków i sterowników (7 wykryła moją kartę graficzną, z czym nie radziła sobie Vista) jest sporym postępem.

Jestem posiadaczem nowego systemu od około dwunastu godzin, instalacja i dostosowanie wyglądu do moich potrzeb zajęło chwilę, później wystarczyło pościągać kilka aplikacji, zainstalować inne programy z płyt i system… nadal chodzi szybko i stabilnie.

Uruchamiając Menadżera Zadań można dostrzec, że (na obecną chwilę posiadam piętnaście uruchomionych procesów, a zużytej pamięci… 945MB) liczba procesów została drastycznie ograniczona, co wyraźnie przekłada się na szybkość i stabilność działania systemu.

Windows 7 to nie jedynie lifting Visty, nie jest to wyłącznie zmieniony pasek na dole, plus kilka nowych okienek i ikonek. To jakby przeniesienie Aero z Visty, kilku jej elementów i… zintegrowanie tego wszystkiego z kompletnie od nowa napisanym jądrem systemu. Nie przypominam sobie bowiem, aby w jakiejkolwiek innej wersji Windowsa, nie uruchamiał on – często zbędnych – procesów, które jedynie spowalniały jego działanie. W tej wersji jest inaczej, uruchamiane jest to, co jest aktualnie używane przez użytkownika, to jest dopiero ukłon w stronę systemów *nixowych.

Za wcześnie także mówić o bezpieczeństwie owego systemu. Z pewnością [skoro ma to być ostatni produkt MS (jak ćwierkają wróbelki) na komputery klasy PC] doczeka się i on całej masy wirusów, trojanów i innych robali, jednak do tej pory – wypada cieszyć się z naprawdę dobrego systemu Microsoftu.

Ciężko jest mi samemu uwierzyć, że jestem w stanie zachwalać coś z rodziny MS, a jednak…

Dlaczego zatem ten system jest lepszy od Linuksa, i czy jest lepszy?

W końcu jest tak samo lekki jak Linuks, jest stabilny, uruchomić na nim można większość aplikacji pisanych dla systemów Windows, bez żadnych emulatorów typu Wine czy Cedega (komercyjna wersja).
Jednak… jest płatny, nie mamy kontroli nad tym, co system wysyła z naszego komputera do MS i czy w ogóle to robi i komu. Kod wciąż jest ściśle strzeżoną tajemnicą, choć może to i lepiej… Znając ludzką naturę, gdyby został on upubliczniony, dopiero obrodziłoby w “szkodliwe oprogramowanie”, wirusy i całe robactwo ze strony tych, którzy pałają wręcz nienawiścią do systemów z rodziny MS.

Jakby tego było mało, już niebawem ukaże się kolejna wersja Ubuntu – 9.10, czyżby końcówka roku obrodzić miała nam (w końcu) porządnymi systemami operacyjnymi?

Oby…

[ Strona 1 z 16 ] 12345»...Ostatnia »